Szukaj:Słowo(a): wędrówki Stasia i Nel
[img]http://gfx.filmweb.pl/po/14/52/1452/7128745.2.jpg[/img]

W pustyni i w puszczy

Ekranizacja jednej z najpoczytniejszych powiesci Henryka Sienkiewicza.
Afryka, lata 80. XIX wieku. Mala Angielka Nel i starszy od niej o kilka lat Polak Stas - dzieci budowniczych kanalow w Egipcie - zostaja uprowadzone przez wojownikow Mahdiego, przywodcy powstania przeciwko Anglikom. Dzieciom udaje sie wydostaa z rak porywaczy i wraz z dwojka afrykanskich przyjaciol rozpoczynaja pelna przygod wedrowke przez nieznany kontynent...

wiecej o filmie

Plik : 557 MB (552 MB), czas 1:51:02, rodzaj: RMF, 1 sciezka(i) audio, jakosa 23 %
Video : 475 MB, 599 Kbps, 25.0 fps, rozdz. 352*288 (4:3), RV30 = RealVideo 8, Obslugiwane
Audio : 76 MB, 96 Kbps, 44100 Hz, 2 kanal(y), 0x0 = RealAudio 8,cook-28, Obslugiwane

Rmvb

[hide]
Kiki to normalne na tym etapie rozwoju dziecka ze ma odruch pelzania czyli jakby raczkowalo, moja Julcia tez jak lezy na brzuszku to ma odruch takiego pelzania i jak ja wezme za raczki to ladnie unosi glowke z tulowiem Tylko pogratulowac Stasiowi ze tak pieknie sie rozwija wrecz ksiazkowo

My wczoraj dostalismy nasza chuste w koncu i dzis jak sloneczko troche bedzie lzejsze idziemy na pierwszy spacerek w chuscie Musze powiedziec ze nasza Julcia nie ma problemu z zamotaniem w chuste to mnie cieszy bo tak jak pisalam na wakacje jedziemy w gory wiec czekaja ja piesze wedrowki w gorach
A teraz zeby choc troche ja przygotowac do tych naszych wedrowek codziennie urzadzamy jej dlugie spacerki wieczorkiem i tak np. wczoraj przeszlismy z mala ok. 6 km - byla wrecz zachwycona dotego stopnia ze spac nie chciala i zasnela dopiero grupo po 22.00

No i musze sie pochwalic Julcia slicznie sie smieje w glos ach jaka rozkosz ja wtedy sluchac

Didaii pieknie sie Mikolajek przekreca na zdjatku czekam z niecierpliowscia kiedy moja Julcia tez tak sie nauczy

Evi mimo wszsytko staraj sie czesciej klasc Oliego na krotko na brzuszku ten sposob lezenia moze nie zawsze jest lubiany przez dzieci ale pomaga w prawidlowym rozwoju psychofizycznym dziecka tak mi powiedziala fizykoterapeutka. Mozesz np. przy tym robic masaz plecow Oliemu lub zabawiac go trzasac lub pokazujac mu jakas zabaweczke przed oczyma

[ Dodano: Czw 19 Lip, 2007 15:04 ]
MIEJSCE NA SERWERZE FTP STOWARZYSZENIA TOPORY

Moje tajne pertraktacje z Jankosiem i HotShotem przyniosły zapowiadany skutek.

Stowarzyszenie Topory udostępniło nam nie odpłatnie miejsce na swoim serwerze FTP. Miejsce bez limitu transferowego czego nie możemy powiedzieć o naszym FTPie. Zatem większe objętościowo pliki; PDFy, filmiki, dużo zajmujące zdjęcia itp mogą już wędrować na ów serwer. Jednak jest kilka zastrzeżeń, które też sam zresztą proponowałem chłopakom.
1) Pliki nie leża zaśmiecając serwera innymi słowy, gdy każdy już ściągnie pliki zostają usuwane
2) NAJWAŻNIEJSZE dostęp do serwera ma na razie ja i tylko ja. Dostęp może otrzymać też jeszcze jedna max (maxymalny maxc) dwie osoby (takie, które mają najwięcej opcji iż będą miały co na owym serwerze umieszczać) czemu tak? Otóż serwer Toporowy nie może udostępnić nam oddzielnego katalogu dla Dzikiego Bzu. Udostępnienie jakie mamy daje teoretycznie możliwość wchodzenia do każdego katalogu Toporow. bazy danych Forum, także Top Secret stowarzyszenia, katalogu ze stronką itp Dlatego też, aby zminimalizować szanse na jakieś nieprzyjemne sytuacje dostęp postanowiliśmy wspólnie z HotShotem ograniczyć. Jeśli ktoś potrzebuje pasa i logina bo ma coś ciekawego do wrzucenia to oczywiście go dostanie. Jednak uczulam raz jeszcze to NIE JEST miejsce takie jak na magnusie gdzie mogliśmy wrzucać muzykę, filmy od kolegi i zdjęcia z imprezy u Cioci Stasi.

Niemniej jednak wydaje mi się, ze ten serwer da nam możliwości, których nie ma nasz czyli wymiany dużych plików. Pliki na serwerze mogą leżeć kilka tyg ale nie całymi miesiącami.
Ja z Kasią również dziękujemy za umożliwienie nam zdobycia nowej wiedzy i umiejętnosci. Szczegolne podziękowania dla Bartka za organizację (chwała za to ze Ci się chciało ), dla cafe Roma za wykład i wielką paczke super kawy , dla Andrzeja (cimbali) za "prywatne konsultacje" , dla Rafała, Sylwi i Asi - naszych mistrzów - za cierpliwosc do "uczniów" , dla Krzysia - bo mu przeszkadzalismy w ćwiczeniach (trzymamy kciuki) , Marcinowi (brown sugar) za wspolne debaty i zaproszenie oraz dla wszystkich pozostalych za super atmosfere
No i szefostwu firmy za wspanialy gest

Link do galerii (zdjecia bedziemy wrzucac systematycznie ):
http://chomikuj.pl/fredro/galeria

pozdrawiamy

PS. I dla Jasia Wędrowniczka ze do nas przywędrował

PS2 I dla Stasia Wędrowniczka bo nauczył się wędrować

Fabuła
Afryka, rok 1885 - trwa Powstanie Mahdiego w Sudanie. Dwoje dzieci; Staś Tarkowski i Nel Rawlison bawiąc się beztrosko nad brzegiem morza, rozkoszują się błogą atmosferą nadchodzących świąt Bożego Narodzenia. Wkrótce ich życie diametralnie się zmieni, zostają porwani przez wojowników Mahdiego. Pod nieobecność ojców zostają uprowadzeni z Kairu na pustynne pustkowie, skąd mają zostać przewiezieni do obozu Mahdiego. Niedługo potem ojciec Stasia, inżynier Tarkowski, odrywa, że dzieci zostały porwane i natychmiast rusza w pościg, ale nadciągająca burza piaskowa udaremnia poszukiwania. Dzieci pozostawione na pastwę porywaczy, poznają prawdziwe i okrutne życie na pustyni.
Po uciążliwej podróży przez pustynię, gdy nadarza sie okazja, Staś zabija porywaczy. Wraz z Nel oraz Murzyńskimi dziećmi; Kalim i Meą, zagubieni w sercu afrykańskiej dżungli, starają się odnaleźć drogę do domu. W trakcie tej wędrówki przeżywają wiele ciekawych i niebezpiecznych przygód oraz poznają piękną przyrodę Afryki.

Jedna adaptacje filmowa pochodzi z roku 1973, druga zaś z 2001. W tej pierwszej Stasia zagrał Tomasz Mędrzak. W Nel wcieliła się Monika Rosca. W nowszej ekranizacji w rolę Stasiem był Adam Fidusiewicz, a Nel zagrała Karolina Sawka.



Która ekranizacja bardziej Wam się podoba? Lubicie Stasia i Nel? Zmienilibyście coś w którejś z ekranizacji? dnia Wto 9:46, 14 Kwi 2009, w całości zmieniany 1 raz
CZUWAJ! STASIU wywolal temat , ktorego nikt nie podejmowal dlugo , ale jak juz podjal rozpetala sie mala burza.TAK NAPRAWDE WSZYSCY PO TROSZE RACJE MAJA.
STASIU piszac ,ze jest problem dzieci na wsi którymi nikt sie nie zajmuje, a które w ZHP moglyby doskonale funkcjowac! Stasiu niestety nie jest instruktorem!!!
MLODY piszac , ze wazne jest zdanie matury .Oczywicie jest to najwazniejsze !!!!! Ale tak naprawde jedno nie wyklucza drugiego !!! Zbiórka trwa 2 godziny , wedrówka pól dnia!!!
KACZOR piszac ,ze ma dosyc teoretyzowania zamiast dzialania!!!!Gorycz Kaczora i moja jest zrozumiala poniewaz w ostatnich 2 latach na glowach stawalimy ,zeby odzyskac do pracy instruktorskiej stare harcerki.Okazaly sie BARDZO STARE.Nawet na zlot hufca do Pólka nie przyjechaly/bo chyba daleko bylo/.
Stasiowi dziekuje za wywolanie ciekawego tematu!!! Moze Stare Harcerki sie wypowiedza?
CZUWAJCIE! Wreszcie goraca dyskusja na forum sie pojawila!
Staś i Nel mieszkają w Port Saidzie, nad Kanałem Sueskim. Pan Tarkowski jest Polakiem na emigracji (Polska nie istniała wtedy jako państwo), a ojciec Nel Brytyjczykiem (Egipt był wtedy kolonią brytyjską). W brytyjskim Sudanie, na południe od Egiptu, rozpoczyna się muzułmańskie powstanie Mahdiego. Staś i Nel zostają porwani przez arabskich podwładnych ich rodziców jako zakładnicy. Po wędrówce Staś został przyjety do Mahdiego na audiencję. Zaczyna się następna długa podróż. Gdy w końcu, po długiej i uciążliwej wędrówce przez pustynię udaje im się uwolnić z rąk porywaczy, wraz z dwojgiem Murzynów, Kalim i Meą, ruszają w kierunku oceanu. Po drodze odwiedzają wioskę Kalego. Zabierają ze sobą kilkuset wojowników i ruszają w dalszą podróż. Po pewnym czasie na skraju śmierci z pragnienia i głodu spotykają się z kapitanem Glenem i doktorem Clarym, którzy oddają dzieci ich ojcom.
czy słowa umieją wyrazić uczucia po przeczytaniu TAK pięknego LISTU chyba, nie Szanowny Przyjacielu,Samarytaninie witaj ponownie w pociągu zwanym Ojczyzna i dołącz do naszej wędrówki po losach umęczonej POLSKI,dzisiaj padają pytania, czy Powstanie miało sens...../ bolą takie słowa....bolą....a TY drogi Polaku tak pięknie mówisz o Naszej Rzeczpospolitej...:) a możne podzielisz się z nami wspomnieniami twoimi i Twoich bliskich z Nieziemskiej Ziemi, zwanej Syberią.....


Witam Cię czcigodna "sonia" pozdrawiam serdecznie i dziękuję, za zaliczenie "mimochodem" do grona Twoich przyjaciół, -jestem zaszczycony tym obdarowaniem, czynię to bez nadmiernej retoryki czy zaskoczenia , ...tylko nie chciałbym pominąć tego ciepłego słowa wyrażonego przez OSOBĘ, którą też od dawna, mam za przyjaciółkę w swoim sercu!. Wcześniej nie nazwałem tego tylko przez delikatność, którą wykazuję wobec kobiet, podobnie jak nie podaję pierwszy dłoni, a podaną z szacunkiem całuję!. Tak w Tym momencie możesz się poczuć. Wpadłem kiedyś z wizytą na ND, po zaproszeniu nie mniej szlachetnej tu OSOBY "KASIA-huragan katrina" i natrafiłem na Wasz dialog o Śląskiej Rodzinie, i Kasi, niechęci do odwiedzin Warszawy... -przejął mnie ten dialog do głębi, bo był szczerą rozmową dwu Szlachetnych Niewiast o DOBRU POLSKI, -godny mężów stanu!. Uświadomiłem sobie że w trudnych czasach to właśnie Kobiety Polskie, ODDAWAŁY SWOJĄ BIŻUTERIĘ I CHODZIŁY W CZERNI LUB WPINAŁY CZARNE WSTĄŻKI, A CI KTÓRYCH BÓG POSTAWIŁ NA CZELE SWEGO LUDU BYLI NIE MĘŻAMI STANU TYLKO CO NAJWYŻEJ ICH STANIKÓW, I TO DOBRZE, JAK WŁASNEJ A NIE CUDZEJ ŻONY A CZASEM JAK W PRZYPADKU PIĘKNODUCHA KRÓLIKA STASIA, -CARYCY!, CZY TERAZ NIE JEST PODOBNIE?. Pozdrawiam wszystkie tu Dumne Panie, -bo innych tu nie widziałem natomiast panów niestety kilku... "Samarytanin" PS: (dla niezorientowanych, możemy tu dopisać że królik Stanisław august po abdykacji w Grodnie podarował tron Polski carycy a ta ladacznica kazała wyciąć w siedzisku owalny otwór, -wyszydziła kochanka robiąc sobie z tronu klozet!)... Syberię sonia zostawimy na potem, tam byli ci zsyłani którzy przeciwstawiali się starej kurtyzanie Europie, dziś w innej formie a dzieje się z Polakami to samo: w Polsce Polakom brak miejsca, a Prymas 1000-lecia wołał że aby Polska liczyła się w Europie to musi być państwem co najmniej 60mln, -wiedział co mówi stary Kardynał, bo był też socjologiem, -tymczasem równocześnie "Klub Rzymski" ile nam zaplanował ludności? 15mln?, 17? czy może łaskawcy pozwolą nam na 20?... (polecam źródło prof. Marek Czachorowski "Nowy Imperializm")
pora na uczestników, dziekuje:

Piżmakowi/Anakinowi/Tomkowi - za to ze co roku ze mna jezdzi do srebrnej

Piotrkowi - za to ze był arcykapłanem Wielkiego Szmatelona, za cały czas spedzony z nim w srebrnej

Lukacie - za gry w makao

Geniuszowi - za bycie kapłanem szmatelona, i za to ze nie wkurzał sie kiedy go wynosiliśmy z namiotu na kanadyjce w nocy

Bartkowi - za to ze probował byc miły dla wszystkich, moze czasem za bardzo

Aviomarinowi - za to ze był nieco bardziej żywszy niz rok temu

Michałowi, za to ze dał sie wyniesc na kanadyjce z namiotu

Stasiowi - za to ze podawał karty kiedy spadly pod podloge w tym domku kolo wiaduktu

Bodzio - za to ze miala tak fajnie przyozdobiona komórke

Blondiemu - za to ze moglem sie troche przy nim posmiac (z niego ? )

Samurajowi - za to ze dał sie pobawic otulinka

Idrill i Marcie - za to ze czesto spiewały przy mnie umilając mi chwili

Ali i Marysi - za to ze zrobiły mi kitki na głowie

Tosi - za jej super dołeczki na policzkach kiedy sie usmiechała

Danucie - za jego strasznie usypiający głos

koledze Danuty - za to ze fajnie bylo zablokowac wejscie do ich namiotu 5 kanadyjkami

Pszczole - za pare fajnych rozmów i za podniecajacy taniec w czasie prezentowania pieczonego bakłażana

Alexowi - za przeczytanie historyjki obrazkowej z jakiejs gazetki (bravo czy cos podobnego)

LiVornowi - patrz wyżej

Księciuniowi - za makijaż na ostatnia noc

Bognie - za rozmowy i za ze moglem wykrzyczec sie w ramie kiedy wyjezdzalismy

Ewie - za to ze zdrapała mi z paznokcia buźke

Melli - za to ze namalowała i na paznokciu buźke

Sandrze - za wedrowke do Wilczej przeleczy i za to ze ciagle mowila do mnie Maruś (grrrr)

Mateuszowi - za to ze wszedł na scianke w forcie bez uzycia uchwytów

Akashy i Lunie - za wynoszenie ludzi z namiotow w ostatnia noc

Łukaszowi - za to ze pokazał mi nowa droge wejscia po scianie fortu bez uzycia uchwytów

Loczkowi vel Blondiemu - za zarabista fryzurke w ostatnich dniach

Kosi - za to ze chcesz mnie zabić (przed chwila sie dowiedzialem), za to ze moglem patrzec jak ksieciunio Cie maluje w barwy wojenne na nocna misje, za to ze jestes jedna z najsympatyczniejszych osob w srebrej.

Cudo - za to ze namalowała mi węglem na twarzy hitlerowskie wąsy niestety musialem sie zmazac bo mi ciagle węgiel do buzi wchodził. A tak ogolnie to szkoda ze tak malo ze soba rozmawialismy, jesli spotkamy sie za rok to z pewnoscia to musimy naprawic

jeśli komus nie podziekowalem to pisac!
Hm. Nie no - książka ciekawa, ale dobijające są nazwy miejscowości, a najgorsze jest to, kiedy polonistkla każe ułożyć plan wędrówki Stasia i Nel...
Super było!
W szczególności dziekuję Stasiowi za ciekawe rozmowy podczas wędrówki.
Na pewno się jeszcze z Wami wybiorę - do zobaczenia na szlaku.
Przebywając w Brukseli w roli turbotłumacza z esperanto na suahili miałam okazję uczestnić w konferencji prasowej PES-u, w której pewna pani zwąca się Katharina Helga von Schlachtenhausen-Schweinestallen oświadczyła, iż trzeba wprowadzić unijne regulacje dotyczące JAJECZNICY!
- Wszyscy mieszkańczy Unii Europejskiej muszą zjadać jajecznicę o takim samym standardzie. Dlatego mamy zamiar współpracować z Google nad utworzeniem Google Scrumbled Eggs i zamontowaniem we wszystkich europejskich kuchniach telewizji przemysłowej, co się połączy zusammen do kupy i będziemy wiedzieć, czy wpierdalacie rührei z wurstem czy speckiem! Potem sporządzimy statystyki i wybierzemy najpopularniejszą w całej Unii formę przygotowywania jajecznicy i tylko ona będzie legalna.
Następnie owa pani podrapała się po obojczyku i wyciągnęła z torby wielką tekę ze zdjęciami różnie podanych jajecznic. W między czasie oddała jednak głos siedzącemu obok mężczyźnie o obliczu struchlałym, który przedstawił się jako Björn Gwendoslavus i powiedział, że ma do zaprezentowania wykład nt. roli kiszonej kapusty w trakcie wędrówki plemion po upadku cesarstwa rzymskiego. Wszyscy zaczęli głośno, jednomyślnie i demokratycznie buczeć i jakaś inna Helga wręczyła mu pękatą butelkę napoju energetyzującego, po której systematycznie zieleniał i prawdopodobnie rzygał pod stołem, ale tego nie skomentowano ze względu na poprawność polityczną i zakaz dyskryminacji. Tymczasem Katharina Helga von Schlachtenhausen-Schweinestallen zabrała głos ponownie i zapowiedziała kontrolę produkcji sauerkrauta w Bawarii, a potem wróciła do tematu jajecznicy i jakiegoś ogólnego pierdolenia na temat europejskiej lewicy.

Owe informacje nie zostały jeszcze nagłośnione w Polsce, ale środowiska prawicowe są oburzone tym, iż to pomysł kontroli jajecznicy pochodzi z Niemiec, ponieważ, jak powszechnie nie wiadomo, Polacy i Litwini pod Grunwaldem rzucali w Krzyżaków jajecznicą z jajek kur Żmudzi i Mazowsza, co jak trafiła w przyłbicę, to zaklejała ją okrutnie. IPN ma zająć się całą sprawą, po tym, jak uda się udowodnić, że Wałęsa był w KGB, Stasi i Securitate jednocześnie i miał romans z arabskim hodowcą węży.


reżyseria: Gavin Hood , Maciej Dutkiewicz scenariusz: Maciej Dutkiewicz , Robert Brutter zdjęcia: Paul Gilpin
muzyka: Krzesimir Dębski
na podstawie: powieści Henryka Sienkiewicza
czas trwania: 110 min.

OPIS
Po wielu latach, jakie upłynęły od premiery pierwszej wersji "W pustyni i w puszczy" producenci Włodzimierz Otulak i Waldemar Dziki zdecydowali przenieść dzieło Sienkiewicza na ekran raz jeszcze, ale w nowej wersji, bardziej odpowiadającej wymogom współczesnego widza.
Afryka, lata 80. XIX wieku. Mała Angielka Nel i starszy od niej o kilka lat Polak Staś - dzieci budowniczych kanałów w Egipcie - zostają uprowadzone przez wojowników Mahdiego, przywódcy powstania przeciwko Anglikom. Dzieciom udaje się wydostać z rąk porywaczy i wraz z dwójką afrykańskich przyjaciół rozpoczynają pełną przygód wędrówkę przez nieznany kontynent...

OBSADA
Adam Fidusiewicz: Staś
Karolina Sawka: Nel
Artur Żmijewski: Władysław Tarkowski
Andrzej Strzelecki: Rawlinson
Krzysztof Kowalewski: Kaliopuli
Agnieszka Pilaszewska: Pani Olivier
Krzysztof Kolberger: Linde
Konrad Imiela: Chamis
Lungile Shangwe: Mea
Mzwandile Ngubeni: Kali
Janusz Rafał Nowicki: Smain
Przemysław Sadowski: Major
Daria Trafankowska: Dinah, służąca Tarkowskiego
Olgierd Łukaszewicz: Mahdi
Adam Ferency: Gebhr, podwładny Smaina porywający Stasia i Nel

ed2k://|file|W.Pustyni.i.w.Puszczy_1[Divx5.Ac3.DVD-rip.by.Crisp][PL][Osloskop].avi|731324416|4A30D2CF651CCD8DD9A3F3D77C427741|/


ed2k://|file|W.Pustyni.i.w.Puszczy_2[Divx5.Ac3.DVD-rip.by.Crisp][PL][Osloskop].avi|727793664|55098DA8F8C9ECDD94DBFD4AADECD3BC|/

Zebrałem już artykuły z papierowego wydania wyborczej. Jest tego dużo. Nie mam pewności czy wszystkie są o tematyce marsjańskiej lub w ogóle kosmicznej. Po samym tytule trudno rozpoznać. Dane pochodzą z testowej bazy artykułów Gazety Wyborczej. Dostęp do treści jest płatny; 5 min – 3,66, 60 min – 10,98, 200 min – 57,50, abonament miesięczny – 299,50

Mesjasz z Czerwonej Planety (1993-01-29)
Stefan RUSIECKI GW WEEKEND str.5

Kosmiczni szczęściarze (1993-04-02)
Jarosław WŁODARCZYK, adiunkt w Instytucie Historii Nauki, Oświaty i Techniki PAN; Rys. Studio Gazeta GWDF MAGAZYN str.18

STANY SCHODZĄ NA ZIEMIĘ (1993-06-07)
[...] Jacek KALABIŃSKI z Waszyngtonu [...] GW str.9

GWIAZDĘ W LOCIE SCHWYTAĆ (1993-07-23)
Jarosław WŁODARCZYK WAW str.1

NAJWIĘKSZE WPADKI NASA / Wielki pechowiec (1994-12-27)
Dariusz SZPLIT POP KOMPUTEROWA str.2

Trzęsie - znaczy, że żyje (1995-02-10)
Marcin RYSZKIEWICZ; Fot. Ewa Dębnicka GWDF MAGAZYN NAUKA str.20

Wypatruj Marsjan (1995-02-11)
(Aga) KAK str.3

Pogoda dla badaczy (1995-03-28)
(Reuter, pioc); Fot. NASA GW NAUKA str.11

Asteroid czy planetka? (1995-05-04)
(pioc) GW NAUKA str.10

Nowy księżyc (1995-05-16)
pioc, reuter GW NAUKA str.10

SZUKAMY INNEJ ZIEMI (1995-06-23)
Rozmawiał Sławomir Zagórski; Fot. Daniel Pach GW NAUKA str.15

Ślady kosmicznej katastrofy (1995-07-11)
pioc, Sky and Telescope GW NAUKA str.8

Odyseja Galileo (1995-07-28)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; Fot. NASA/SIPA PRESS; NASA/REUTER GWDF MAGAZYN NAUKA str.17

[BAKTERIE, KTÓRE MOGŁYBY Z POWODZENIEM...] (1995-10-24)
zag. GW NAUKA str.13

Woda na Księżycu (1995-11-24)
maj, PAP GW NAUKA str.13

Druga Ziemia odkryta? (1995-12-01)
Tomasz Surdel, Genewa GW JEDYNKA str.1

Kosmiczna sonda Galileo u celu (1995-12-09)
pioc GW ŚWIAT str.5

Czego się dowiedzieliśmy, czyli naukowe hity roku (1995-12-29)
Piotr Cieśliński; Marcin Jamkowski; Sławomir Zagórski GW NAUKA str.9

Na podbój asteroid (1996-02-16)
pioc GW NAUKA str.12

Na podbój Saturna (1996-02-23)
Piotr Cieśliński; Fot. [-] GW NAUKA str.9

Zagraża nam Eros (1996-04-30)
Piotr Cieśliński; Fot. Internet GW NAUKA str.8

Jacy byli Marsjanie (1996-05-10)
pioc GW NAUKA str.10

Osiem planet (1996-06-25)
Piotr Cieśliński; Ryc. EB/STUDIO GAZETA GW NAUKA str.9

ŻYCIE Z MARSA (1996-08-08)
Piotr Cieśliński, Artur Włodarski; Ryc. Reuter/Studio Gazeta GW JEDYNKA str.1

Tam było życie (1996-08-08)
rozmawiał Artur Włodarski; Fot. Reuter GW NAUKA str.12

Mars w skrócie (1996-08-08)
PAP, Reuter; GW NAUKA str.12

Czy tam da się żyć (1996-08-09)
Piotr Cieśliński; pioc GW NAUKA str.9

Może życie jest zaraźliwe? (1996-08-09)
Agnieszka Jędrzejczyk GW NAUKA str.9

Niebiańska uczta (1996-07-23)
Piotr Cieśliński; Repr. [-] WAW BIURO I KOMPUTER str.7

[Życie na Marsie...] (1996-08-20)
kai GW NAUKA str.9

Niebiańska uczta / Encyklopedia kosmosu "RedShift 2" (1996-08-20)
Piotr Cieśliński KAK KOMPUTERY I BIURO str.10

Na podbój gwiazd (1996-09-03)
Piotr Cieśliński GW NAUKA str.9

Ochrona planet przed bakteriami (1996-10-08)
pioc, Reuter GW NAUKA str.11

Marsjanie po angielsku (1996-11-08)
Piotr Cieśliński GW NAUKA str.15

Kurs na Marsa (1996-11-15)
Piotr Cieśliński, Krzysztof Rochowicz; Fot. [-] GWDF MAGAZYN NAUKA str.22

Mars 96 w Pacyfiku (1996-11-19)
Piotr Cieśliński; Ryc. Reuter/RM/Studio Gazeta GW NAUKA str.14

Ganimedes jak Ziemia (1996-12-13)
Reuter, pioc GW NAUKA str.15

Naukowe hity roku (1996-12-27)
opr. Agnieszka Fedorczyk GW NAUKA str.10

Marsjanie w Seattle (1997-02-18)
Korespondencja Artur Włodarski, Seattle GW NAUKA str.14

Pokój z widokiem na Ziemię (1997-02-21)
Aleksander Wierzejski; East News; Gamma GWDF MAGAZYN NAUKA str.23

Kawałeczek Marsa? (1997-03-14)
pioc GW NAUKA str.16

Arktyka na Europie (1997-05-16)
Piotr CIEŚLIŃSKI; Fot. AP GWDF MAGAZYN str.35

Letnie upały poniżej zera (1997-05-23)
Piotr Cieśliński; Fot. AP GW NAUKA str.13

Gorąca atmosfera (1997-06-13)
Piotr Cieśliński GW NAUKA str.14

NEAR odwiedził Matyldę (1997-07-01)
pioc; Fot. NASA GW NAUKA str.13

Mars wita nas - 19.07, 17 (1997-07-04)
Piotr Cieśliński; Fot. AP GW JEDYNKA str.1

Wędrówka po Marsie (1997-07-07)
Piotr Cieśliński, AP; Fot. AP GW JEDYNKA str.1

Mars jak film (1997-07-10)
wyb. dac GW KRAJ str.2

Kolumbowie czerwonej planety (1997-07-25)
Jacek Żakowski; Fot. Internet/NASA, Jacek Żakowski, Sygma GWDF MAGAZYN str.6

Mars Zdrój (1997-07-25)
PROBIERCZYK chwilowo oddalony; Rys. Jan Młodożeniec GWDF MAGAZYN str.38

[Polska aparatura znajdzie się na...] (1997-07-29)
pioc, PAP GW NAUKA str.15

PATHFINDER BADA PARTNERA (1997-08-22)
Ewa Milewicz; Rys. Hanna Pyrzyńska GWDF MAGAZYN str.5

Kosmiczne pieniądze (1997-08-26)
Piotr Cieśliński GW NAUKA str.10

Pole wokół Marsa (1997-09-23)
pioc, Reuter GW NAUKA str.17

Przystanek Mars (1997-09-26)
Jarosław Włodarczyk; Rys. Chris Butler/Science Photo Library/East News, Robert Murray GWDF MAGAZYN NAUKA str.47

Lecimy na Saturna (1997-10-13)
Piotr Cieśliński GW KRAJ str.2

Ciemności kryły Marsa (1997-11-28)
Piotr Cieśliński GW NAUKA str.15

Raport z pobytu na Marsie (1997-12-05)
Piotr Cieśliński GW NAUKA str.15

Kosmiczne babie lato (1997-12-23)
Piotr Cieśliński; Rys. [-]; Fot. EAST NEWS; NASA; NASA/REUTERS, GWDF MAGAZYN NAUKA str.58

Skąd Pan Bóg wziął wodę na potop? (1998-02-06)
Piotr Cieśliński GW NAUKA str.13

Bitwa na kosmiczne śnieżki (1998-02-06)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; Fot. Wally Pacholka/AP, NASA REUTERS GWDF MAGAZYN NAUKA str.24

Umarł Pathfinder......niech żyje Surveyor! (1998-03-13)
Piotr Cieśliński; Fot. AP GW NAUKA str.14

Co sonda widziała? (1998-03-13)
Piotr Cieśliński; Fot. EP GW NAUKA str.14

Myszka Miki z Wostoku (1998-03-24)
Aleksander Wierzejski, Durham, Północna Karolina GW NAUKA str.11

Czy tylko ufoludki (1998-03-31)
Piotr Cieśliński; Fot. AP GW NAUKA str.11

Kolory Kuipera (1998-04-03)
Piotr Cieśliński GW NAUKA str.13

Rozjaśnianie marsowego oblicza (1998-04-07)
pioc; Fot. NASA GW NAUKA str.10

To nie była twarz, tylko przywidzenie (1998-04-08)
Aleksander Wierzejski, Durham, USA; Fot. NASA GW JEDYNKA str.1

Jak powstają planety? (1998-04-24)
Piotr Cieśliński; Fot. NASA GW NAUKA str.12

Wskrzeszenie satelitów (1998-06-12)
pioc GW NAUKA str.15

Zaczarowane okulary / Trójwymiarowy Mars (1998-08-11)
Piotr Cieśliński KAK KOMPUTERY I BIURO str.2

Kosmiczne hamowanie (1998-09-29)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; Fot. REUTERS GW NAUKA str.14

Skromna czapa (1998-12-09)
PIOC, AP GW NAUKA str.14

[Błąd w programie komputera...] (1998-12-11)
PIOC GW NAUKA str.20

Niebezpieczny manewr (1998-12-22)
PIOC, AP; Fot. INTERNET GW NAUKA str.12

Na spotkanie z Erosem (1998-12-29)
PIOTR CIEŚLIŃSKI, PAP; Fot. NASA GW NAUKA str.8

Po wodę na Czerwoną Planetę (1999-01-05)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; Fot. REUTERS, AP/NASA GW NAUKA str.8

Na styku śmierci (1999-01-15)
MAREK JAROSIŃSKI; Fot. NASA GW NAUKA str.12

Wyprawa po garść gwiezdnego pyłu (1999-02-05)
Piotr Cieśliński; Fot. NASA/EAST NEWS, NASA GWDF MAGAZYN NAUKA str.41

LOT NAD MARSEM (1999-02-09)
AP, PIOC; Fot./Rys. NASA GW NAUKA str.10

ZAMACH NA PLUTONA (1999-03-05)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; Rys. Hanna Pyrzyńska GWDF MAGAZYN NAUKA str.41

Referat Z Marsjańską Twarzą (1999-03-05)
WOJCIECH ROGACIN LUL str.5

DAWNE CIEPŁE CZASY (1999-03-09)
PIOC, REUTERS; Fot. EPA GW NAUKA str.12

Sześć Planet Na Dłoni (1999-03-09)
DOM ZIZ AKTUALNOŚCI str.3

Mars w 3D (1999-06-08)
JCS, PAP GW KOMPUTER str.8

ZIEMIA OBIECANA (2002-12-14)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; STUDIO GAZETA GW NAUKA str.13

KIEDY OSTATNIO LAŁO NA MARSIE? (2002-12-11)
ANDRZEJ HOŁDYS; NASA/JPL/UA/LANL GW NAUKA str.18

Szybki poród Jowisza (2002-11-29)
PIOC GW TEMATY DNIA str.2

OGRÓD PLANET (2002-11-14)
MAREK ORAMUS; SCIENCE PHOTO LIBRARY GWDF DUŻY FORMAT str.42

NASZE W KOSMOSIE (2002-11-13)
ROZMAWIAŁ PIOTR CIEŚLIŃSKI; ESA, STUDIO GAZETA GW NAUKA str.18

Nasi w NASA (2002-10-09)
MARCIN GÓRKA, PROF. DR HAB. DANIEL SIMSON, NOT. MARC; HTTP://ASTROBIOLOGY.ARC.NASA.GOV, DARIUSZ GORAJSKI SZS JEDYNKA str.1

NOWA PLANETA CZY PLANETKA? (2002-10-08)
WERONIKA ŚLIWA; NASA GW NAUKA str.16

Planety od środka (2002-10-03)
DM BYT OD DRUGIEJ STRONY str.2

PRZELAŁO SIĘ (2002-06-21)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; NASA GW NAUKA str.14

Mars zmarzł (2002-05-28)
MARCIN BÓJKO; REUTERS GW JEDYNKA str.1

Domki na Planecie (2002-05-22)
MR; JACEK BALK GDG NIERUCHOMOŚCI JEDYNKA str.1

WSZYSCY JESTEŚMY MARSJANAMI (2002-05-09)
MARCIN RYSZKIEWICZ; ZDJĘCIA: BE&W, VISUAL/FREE GWDF DUŻY FORMAT str.28

Pieszo na Plutona (2002-05-09)
MARCIN CZYŻEWSKI;N KAB str.1

PLANET SZNUR (2002-04-30)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; STUDIO GAZETA GW NAUKA str.11

Kosmiczne pomysły z Piasku (2002-04-22)
TADEUSZ PIERSIAK; N CZC WYDARZENIA str.5

Bracia Marsjanie wylądowali w Olsztynie (2002-03-15)
MAN; KRZYSZTOF SKŁODOWSKI OLO OD DRUGIEJ STRONY str.2

Dużo lodu na Marsie (2002-03-05)
PIOC GW NAUKA str.11

MORDERCY Z KOSMOSU (2002-02-21)
TEKST ADAM ZUBEK; MARCIN JAMKOWSKI; RYSUNKI PIOTR SOCHA GWDF MAGAZYN str.6

Miłośnicy odprysków kosmosu (2002-02-15)
TEKST I ZDJĘCIA, AGATA SARACZYŃSKA; AS WRW WROCMAITOŚCI str.19

MIKROMARS (2002-01-18)
MARCIN JAMKOWSKI GW NAUKA str.15

Idzie ocieplenie? (2001-12-11)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; AP GW NAUKA str.11

SUSZA NA MARSIE (2001-11-30)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; AP GW NAUKA str.16

Nie ma śladów życia na Marsie (2001-11-23)
PIOTR CIEŚLIŃSKI GW NAUKA str.21

Między Jowiszem a Beethovenem (2001-11-02)
Rozmawiał Piotr Iwicki GW TEMATY DNIA str.2

ODYSEJA ODYSEI (2001-10-23)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; NASA GW NAUKA str.10

KOMPUTERY I TECHNIKA (2001-09-18)
WRW IV DOLNOŚLĄSKI FESTIWAL NAUKI str.8

Z KSIĘŻYCA WZIĘTE (2001-08-28)
DOROTA GUT GW KOMPUTER str.5

WYBUCHOWY PORÓD (2001-08-17)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; ZBIGNIEW KOŁACZEK GW NAUKA str.14

Będzie gorąco (2001-07-28)
ADAM LESZCZYŃSKI; REUTERS GW GAZETA ŚWIĄTECZNA str.12

nowa Ziemia w zającu (2001-06-08)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; MBK; STUDIO GAZETA GW NAUKA str.12

POLACY NA MARSIE (2001-06-07)
AGNIESZKA STYŚ; RADEK KORNICKI I KRZYSZTOF LEWANDOWSKI, RADOSŁAW BUGAJSKI GWDF MAGAZYN str.26

Wieści z daleka (2001-05-04)
PIOTR CIEŚLIŃSKI GW NAUKA str.12

Kempinobus na Marsie (2001-04-25)
AGNIESZKA STYŚ; RADOSŁAW BUGAJSKI WRW AKTUALNOŚCI str.7

OCEAN WSIĄKŁ? (2001-04-18)
PIOTR CIEŚLIŃSKI GW NAUKA str.14

Bracia Marsjanie (2001-04-18)
AW; KRZYSZTOF SKŁODOWSKI OLO str.1

Droga do gwiazd (2001-03-10)
ROZMAWIAŁ JAN PLESZCZYŃSKI; ARCHIWUM LUL AKTUALNOŚCI str.4

KIERUNEK: MARS (2001-03-07)
SŁAWOMIR ZAGÓRSKI, SAN FRANCISCO; AP/NASA GW NAUKA str.13

BAKTERIE NA MARSA! (2001-01-31)
MAŁGORZATA T. ZAŁOGA; PIOTR CIEŚLIŃSKI; HANNA PYRZYŃSKA GW NAUKA str.11

Jeziora na Marsie (2000-12-06)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; AP GW JEDYNKA str.1

JEZIORA NA MARSIE (2000-12-06)
PIOTR CIEŚLIŃSKI, JCS, CNN; AP GW NAUKA str.11

Z Olsztyna na Marsa (2000-11-23)
PAW OLO GAZETA WARMII I MAZUR str.2

ALFA W GÓRĘ (2000-10-31)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; REUTERS GW NAUKA str.14

Kierunek Mars (2000-10-27)
AJC GW ŚWIAT str.11

PLUTON ZA 20 LAT (2000-09-20)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; NASA GW NAUKA str.14

TŁOK NA MARSIE (2000-09-15)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; NASA, ESA GW NAUKA str.12

PRZETARG NA SONDĘ (2000-09-06)
PIOTR CIEŚLIŃSKI GW NAUKA str.14

Rozmowa z przedstawicielem NASA (2000-07-25)
ROZMAWIAŁ PIOTR CIE?LIŃSKI; * dr Marc S. Allen jest dyrektorem strategicznego planowania w NASA GOL Nauka str.0

Wszyscy chcemy tam polecieć (2000-07-19)
ROZMAWIAŁ PIOTR CIEŚLIŃSKI; NASA/BILL INGALLS GW NAUKA str.9

Mętna woda (2000-06-30)
PIOTR CIEŚLIŃSKI GW NAUKA str.13

Czerwona planeta żyje? (2000-06-28)
WYB. PIOC GW NAUKA str.12

Szczęśliwy prztyczek (2000-06-23)
PIOTR CIEŚLIŃSKI GW JEDYNKA str.1

MARS NA PUSTYNI W NEVADZIE (2000-05-19)
MJR; NASA GW NAUKA str.14

A planety nie szaleją (2000-04-22)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; LESZEK OŁDAK, JACEK MARCZEWSKI GW str.16

Astronauci na start (2000-04-18)
OM OLO GAZETA WARMII I MAZUR str.2

SONDY (2000-01-20)
PIOTR CIEŚLIŃSKI, KONSULTACJA PROFESOR KRZYSZTOF ZIOŁKOWSKI; AP, AP/NASA/ROGER ARNO; AP/NASA, EAST NEWS, AP/NASA, REUTERS/NASA, REVORK DJAZEZIAN/AP, AP, REUTERS, AP/NASA, AP; AP, REUTERS/NASA GWDF MAGAZYN str.21

NASZ UKŁAD SŁONECZNY (2000-01-06)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; KONSULTANT: PROF. KRZYSZTOF ZIOŁKOWSKI, CENTRUM BADAŃ KOSMICZNYCH; INFOGRAFIKA WAWRZEK ŚWIĘCICKI GWDF MAGAZYN str.19

Atlas Układu Słonecznego (1999-12-21)
PIOC GW NAUKA str.12

10 Z TYSIĘCY (1999-12-17)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; MARCIN JAMKOWSKI; ARTUR WŁODARSKI; MAŁGORZATA T. ZAŁOGA GW NAUKA str.16

Gdzie jest sonda (1999-12-15)
PAP GW JEDYNKA str.1

PLANETOIDY JAK STYROPIAN (1999-11-12)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; Fot. AP GW NAUKA str.19

LĄDOWANIE NA KOMECIE (1999-10-28)
ROZMAWIAŁ PIOTR CIEŚLIŃSKI; Fot./Rys. BE&W; ESA GWDF MAGAZYN str.42

KOSMICZNE PORAŻKI (1999-10-19)
PIOTR CIEŚLIŃSKI GW NAUKA str.15

DYNAMICZNY KLIMAT MARSA (1999-08-20)
PAP, D; Fot. REUTERS GW NAUKA str.12

Czy sinice mogłyby ożywić Marsa? (1999-08-06)
PROF. ROGER SUMMONS; NOT. MAJ GW NAUKA str.8

KSIĘŻYC ZNÓW JEST DALEKO (1999-07-15)
PAWEŁ WROŃSKI; Fot. CENTRUM NASA IM. L. B. JOHNSONA, HOUSTON GWDF MAGAZYN str.8

ŚLADY ZEBRY (1999-05-11)
MARCIN RYSZKIEWICZ; Fot. AP PHOTO/NASA GW NAUKA str.14

Zapowiadamy koniec świata na 12 sposobów (2003-01-02)
MAREK ORAMUS; AFD PHOTO/ANTONIO SCORZA, SALLY BENSUSEN (1982)/SCIENCE PHOTO LIBRARY GWDF DUŻY FORMAT str.4

Pojawiam się i znikam (2003-01-07)
MARS, ANDRZEJ OSTROWSKI, NOT. RH PLP WYDARZENIA str.3

WIEŚCI Z KOSMOSU (2003-01-13)
PIOC, PIOC, PIOC; AP, AP, AP GW NAUKA str.16

NIEZIEMSKA KULA (2003-02-11)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; LYNETTE COOK/SCIENCE PHOTO LIBRARY GW NAUKA str.16

JOWISZ I JEGO HAREM (2003-03-07)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; NASA/JPL SOUTHWEST RESEARCH INSTITUTE GW NAUKA str.17

MARS JAK CZEKOLADKA (2003-03-11)
PIOC; AP GW TEMATY DNIA str.2

Kosmiczne pierścionki (2003-04-24)
AP, CHA; WWW.DERECKI.ISN.PL OLO OD DRUGIEJ STRONY str.2

Wszyscy na Marsa (2003-05-07)
PIOC GW TEMATY DNIA str.2

ICH TROJE Z MARSA (2003-06-02)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; AP, STUDIO GAZETA GW NAUKA str.16

Tłok w kosmosie (2003-06-09)
PIOC GW TEMATY DNIA str.2

Żeby Mars był Ziemią (2003-06-26)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; RYSUNEK HANNA PYRZYŃSKA GWDF DUŻY FORMAT str.20

Życie, twórz się! (2003-06-26)
ROZMAWIAŁ WOJCIECH MIKOŁUSZKO; JACEK MARCZEWSKI, RYSUNEK HANNA PYRZYŃSKA GWDF DUŻY FORMAT str.22

Marsjanie na Rynku... (2003-07-24)
JACEK HOŁUB; LESŁAW WŁODARCZYK BYT WYDARZENIA str.3

Mars wita was (2003-08-21)
JOANNA HARASIMOWICZ BYT WYDARZENIA str.3

Na Marsa do Torunia (2003-08-21)
HAR BYB OD DRUGIEJ STRONY str.2

Mars wita was (2003-08-21)
JERZY RAFALSKI BYT JEDYNKA str.1

Skauci na Marsa (2003-08-22)
PIOC; NASA GW NAUKA str.13

Misja na Marsa (2003-08-22)
OK; MATERIAŁY PRASOWE GDG CO JEST GRANE SZTUKA str.12

MARS BLISKO NAS (2003-08-23)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; REUTERS GW NAUKA str.7

Mars blisko nas (2003-08-23)
AP GW JEDYNKA str.1

Bliskie spotkanie z czwartą planetą (2003-08-25)
CAJ BYT OD DRUGIEJ STRONY str.2

Spotkanie z Marsem (2003-08-26)
CAJ BYB WYDARZENIA str.3

PYTANIE O OGLĄDANIE (2003-08-26)
NOT. RC; NASA CZC OD DRUGIEJ STRONY str.2

PYTANIE O OGLĄDANIE MARSA (2003-08-26)
NOT. DMK; AP POP OD DRUGIEJ STRONY str.2

MARS WITA NAS (2003-08-27)
PIOC; REUTERS GW NAUKA str.14

Blisko nas (2003-08-27)
ROZM. PIOTR KARDAŚ; ALBERT ZAWADA WAW OD DRUGIEJ STRONY str.2

OPROWADZAŁ PO MARSIE (2003-08-27)
CAJ; ROBERT GÓRECKI BYT OD DRUGIEJ STRONY str.2

Wielka opozycja (2003-08-27)
MR GDG OD DRUGIEJ STRONY str.2

Noc blisko Marsa (2003-08-27)
PROF. DR HAB. LONGIN GŁADYSZEWSKI, INSTYTUT FIZYKI UMCS LUL OD DRUGIEJ STRONY str.2

Mars się do nas bardzo zbliżył (2003-08-27)
MK OLO OD DRUGIEJ STRONY str.2

Mars wita was (2003-08-28)
JCK, WIN; BARTOSZ WRZEŚNIOWSKI KAK JEDYNKA str.1

Czerwona Planeta na celowniku (2003-08-28)
MARC FOT. JAROSŁAW KUBALSKI KIK OD DRUGIEJ STRONY str.2

Mars atakuje (2003-08-28)
MOL; PAWEŁ ULATOWSKI KRK JEDYNKA str.1

Mars blisko nas (2003-08-29)
JOANNA HARASIMOWICZ; ROBERT GÓRECKI BYT JEDYNKA str.1

Oko na Marsa (2003-09-02)
LEH; KAROLINA SIKORSKA POP OD DRUGIEJ STRONY str.2

Czy żyje tam kto? (2003-09-06)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; AP GW NAUKA str.9

Mars będzie za kilka dni (2003-09-06)
WS LUL OD DRUGIEJ STRONY str.2

Zrób sobie Układ Słoneczny (2003-09-09)
PIOTR CIEŚLIŃSKI GW KUJON POLSKI str.1

Cudownie nie ocalejemy (2003-09-19)
ROZMAWIAŁ PIOTR CIEŚLIŃSKI; AP WAW FESTIWAL NAUKI str.9

Co to jest Mars? (2003-10-03)
NOT. AK GDG ŚLEDŹ TE STRONY str.9

Popatrz na Czerwoną Planetę (2003-10-03)
RP LUL OD DRUGIEJ STRONY str.2

MARS - CZERWONA PLANETA (2003-10-07)
GW MARS str.1

Marsjańskie Chile (2003-11-07)
PIOTR CIEŚLIŃSKI, PIOC, PIOC; SCIENCE, NASA, SCIENCE GW NAUKA str.13

Planeta z dolinami (2003-11-26)
MARCIN RYSZKIEWICZ; PIOC; NASA/JPL/MALIN SPACE SCIENCE SYSTEM, NASA/JPL/MALIN SPACE SCIENCE SYSTEM, NASA GW NAUKA str.16

Nozomi nie doleci nad Czerwoną Planetę (2003-12-10)
PIOC, AP; JAXA GW NAUKA str.14

Przechytrzyć galaktycznego upiora (2003-12-19)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; NATIONAL GEOGRAPHIC, NATIONAL GEOGRAPHIC TV str.16

INWAZJA NA MARSA (2003-12-22)
PIOTR CIEŚLIŃSKI Z LABORATORIUM NAPĘDU ODRZUTOWEGO W PASADENIE; NATIONAL GEOGRAPHIC CHANNELS/NASA, ZDJĘCIA: NASA, NATIONAL GEOGRAPHIC CHANNELS GWDF DUŻY FORMAT str.34

Beagle milczy (2003-12-27)
REUTERS GW JEDYNKA str.1

Polowanie na kometę (2004-01-02)
PIOTR CIEŚLIŃSKI, PIOC; PIOC; NASA, NASA GW NAUKA str.11

Z Dywit na Czerwoną Planetę, Maciej Hermanowicz (2004-01-03)
MAN OLO WYDARZENIA str.3
Spirit na Marsie (2004-01-06)
PIOTR CIEŚLIŃSKI, PIOC; PIOC; AP, AP, AP; REUTERS GW KUJON POLSKI NAUKA str.4

Gwiezdny Bush (2004-01-10)
BARTOSZ WĘGLARCZYK, WASZYNGTON, PIOC; STUDIO GAZETA GW ŚWIAT str.6

BUSH POLECI NA MARSA (2004-01-10)
PIOC, BW; REUTERS GW JEDYNKA str.1

MARS SIĘ OPŁACA (2004-01-26)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; RYSUNEK PIOTR SOCHA GWDF DUŻY FORMAT str.22

Czerwona planeta (2004-02-09)
DOROTA JARECKA, PROF. ANDRZEJ TUROWSKI, NOT DJ, MK; DJ; MUZEUM SZTUK PIĘKNYCH W JEKATERYNBURGU GW KULTURA str.14

JESTEŚMY NA MARSIE! (2004-02-16)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; VERA HARTMAN/LOOKAT DIST/EK PICTURES GWDF DUŻY FORMAT str.6

Wszechświat bez tajemnic (2004-02-25)
DM BYT OD DRUGIEJ STRONY str.2

Dosiąść komety (2004-02-26)
PIOTR CIEŚLIŃSKI, DR HAB. MAREK BANASZKIEWICZ, NOT. PIOC, PIOC, PIOC; ESA GW NAUKA str.10

Lech, Czech i Rus w kosmosie (2004-03-01)
DOROTA JARECKA; ADAM KOZAK GW KULTURA str.15

Zobaczyć giganty (2004-03-10)
DM BYT OD DRUGIEJ STRONY str.2

Gazowe olbrzymy (2004-03-11)
DM BYT OD DRUGIEJ STRONY str.2

Parada planet (2004-03-23)
PIOC; STUDIO GAZETA GW NAUKA str.10

Parada planet (2004-03-23)
PIOC; AP GW TEMATY DNIA str.2

Marsjanie za barykadą (2004-03-23)
MIKOŁAJ CHRZAN; DOMINIK SADOWSKI GDG WYDARZENIA str.3

Robot na wietrze gna (2004-03-24)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; NASA, STUDIO GAZETA GW NAUKA str.13

Woda na Marsie? (2004-03-24)
PIOC; AP, PLANETARY SOCIETY GW TEMATY DNIA str.2

Parada planet (2004-03-24)
RA OLO OD DRUGIEJ STRONY str.2

Dryf asteroid (2004-03-26)
PIOTR CIEŚLIŃSKI, DR AGNIESZKA KRYSZCZYŃSKA, NOT. PIOC, PIOC; STUDIO GAZETA GW NAUKA str.12

Dwa tuziny rad (2004-04-10)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; NASA GW NAUKA str.11

Cieplejszy Mars (2004-07-03)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; SCIENCE GW NAUKA str.8

Skąd Saturn ma uszy (2004-07-10)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; AP, EAST NEWS, AP GW TEMATY DNIA str.2

Ślą Messengera (2004-07-31)
PIOTR CIEŚLIŃSKI, PIOC; NASA GW NAUKA str.10

Jezioro lawy (2004-08-07)
HOLD, REUTERS; SCIENCE GW NAUKA str.7

Polecimy do gwiazd (2004-08-14)
WANDA DYBALSKA; TOMASZ WALKÓW WRW OD DRUGIEJ STRONY str.2

PROGRAM VIII FESTIWALU NAUKI (2004-09-11)
PHOTODISC, PAWEŁ MAŁECKI, ROBERT GÓRECKI, MICHAŁ MUTOR, BARTOSZ BOBKOWSKI, AP (14) WAW str.11

Na Marsie, czyli wszędzie (2004-10-12)
WOJCIECH ORLIŃSKI, WO, WO; BE&W, AP GW KULTURA str.17

Tajemnica Księżyca (2004-11-06)
WANDA DYBALSKA; ŁUKASZ GIZA, MICHAŁ MOŚCIŃSKI WRW OD DRUGIEJ STRONY str.2

Rezerwat Kosmos (2004-12-01)
PIOC; AP GW TEMATY DNIA str.2

Naukowe hity 2004 (2004-12-17)
PCG; AP, NASA, CAROL LENTFER, AP GW NAUKA str.16

Polskie gwiazdki i inne planetki (2004-12-20)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; SPL/EAST NEWS GWDF DUŻY FORMAT str.20

Kiedy ponownie wybuchną wulkany na Marsie? (2004-12-23)
PIOC; ESA GW NAUKA str.12

Polskie gwiazdki i inne planetki (2004-12-20)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; SPL/EAST NEWS GWDF DUŻY FORMAT str.20

Kryptonim Lem (2004-12-28)
WOJCIECH ORLIŃSKI, WO, KOG; WOJCIECH DRUSZCZ, FILMOTEKA NARODOWA, FOX/SYRENA GW KULTURA str.15

Sztuczne obiekty na Marsie (2004-12-30)
PIOC; NASA GW NAUKA str.11

Planety i podróże kosmiczne (2005-01-22)
WRW DZIECIAKOWA str.7

Zderzenie pra-Plutonów (2005-02-01)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; GEMINI OBSERVATORY ILLUSTRATION/JON LOMBERG, ESA/NASA GW NAUKA str.18

Arktyka na Marsie? (2005-02-26)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; ESA GW NAUKA str.7

A planety szaleją (2005-05-11)
RFK KRK OD DRUGIEJ STRONY str.2

Marsjańska zguba odnaleziona (2005-05-18)
PIOC GW NAUKA str.20

Swojska pl.aneta (2005-05-24)
PIOTR CIEŚLIŃSKI, PIOC; EAST NEWS GW NAUKA str.21

Quo vadis NASA? (2005-05-27)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; BOEING, LOCKHEED MARTIN GW NAUKA str.18

Marsjański radar gotowy (2005-06-24)
PAP GW NAUKA str.30

Mars też ma zorze (2005-06-25)
ANDRZEJ KOTARBA; AP, AP, J.T. TRAUGER (JPL), NASA, UNIV. OF MICHIGAN, NASA GW NAUKA str.13

Trafiliśmy w dziesiątkę (2005-07-05)
MICHAŁ PRYSŁOPSKI, GAZETA.PL, DR MARIA BŁĘCKA; REUTERS GW NAUKA str.15

Za zimno dla Marsjan? (2005-07-23)
MINT GW NAUKA str.9

Zapomnieć o promach (2005-07-26)
ROZMAWIAŁ MARCIN GADZIŃSKI, WASZYNGTON; REUTERS GW NAUKA str.16

Na Marsa po wodę (2005-08-13)
ANDRZEJ KOTARBA; NASA/PL, REUTERS GW NAUKA str.10

Oko na Wszechświat (2005-09-07)
MICHAŁ PRYSŁOPSKI, GAZETA.PL, MIP, MIP; CAMK/SALT, CAMK/SALT GW NAUKA str.15

Woda w marsjańskich piaskach (2005-09-10)
TOM, BBC GW NAUKA str.9

Sokół w kosmosie (2005-09-14)
ANDRZEJ KOTARBA, AKOT; JAXA, AP GW NAUKA str.17

Tytan słodki jak Ziemia (2005-09-20)
TOMASZ ULANOWSKI, BBC; NASA/ESA UNIVERSITY OF ARIZONA, NASA/ESA UNIVERSITY OF ARIZONA, NASA/SPACESCIENCE INSTYTUTE GW NAUKA str.19

Wyprawa na niezbadaną planetę (2005-09-22)
STANISŁAW MANCEWICZ KRK OD DRUGIEJ STRONY str.2

Kosmiczni prywaciarze (2005-10-01)
ŁUKASZ PARTYKA GW NAUKA str.11

Prawie jak na Marsie (2005-10-07)
TK OLO CO JEST GRANE str.6

Mars pełen wody (2005-12-02)
WERONIKA ŚLIWA, AGNIESZKA POLLO, SLW; ESA, ESA GW NAUKA str.21

Planetarny bałagan (2006-02-02)
TOMASZ ULANOWSKI; NASA GW NAUKA str.18

Marsjański zwiad (2006-03-10)
TOMASZ ULANOWSKI; NASA GW NAUKA str.22

Pogooglaj po Marsie (2006-03-15)
TOM, AP GW NAUKA str.20

Sondowanie Układu Słonecznego (2006-03-21)
TOMASZ ULANOWSKI; STUDIO GAZETA/REUTERS, NASA GW 21 ODKRYĆ XXI WIEKU str.1

Łazikiem po Marsie (2006-03-27)
TOMASZ ULANOWSKI; NASA, NASA/ESA/DLR/FU BERLIN GW 21 ODKRYĆ XXI WIEKU str.1

Tytan niczym Ziemia (2006-04-01)
Tomasz Ulanowski; NASA/JPL RP-OPA str.1

Lem w drodze na Marsa (2006-04-03)
MICHAŁ OLSZEWSKI, RENATA RADŁOWSKA, WSPÓŁPRACA STANISŁAW MANCEWICZ; TOMASZ TOMASZEWSKI/FORUM, PAP/CAF GWDF DUŻY FORMAT str.2

Ludzie w kosmosie (2006-04-12)
TOMASZ ULANOWSKI; NASA, AP, NASA/ROBERT GENDLER GW 21 ODKRYĆ XXI WIEKU str.1

Paleontolodzy na Księżyc! (2006-04-18)
MARCIN RYSZKIEWICZ; NASA GW NAUKA str.14

Wyprawa na dno morza (2006-04-21)
TOMASZ ULANOWSKI; NASA GW NAUKA str.25

Kometa rozsypała się w drobny mak (2006-04-29)
TOMASZ ULANOWSKI; NASA/ESA/H. WEAVER (APL/JHU)/M. MUTCHLER/Z. LEVAY (STSCI) GW NAUKA str.27

Enceladus tryska życiem? (2006-05-11)
TOMASZ ULANOWSKI, ŁUP; NASA/JPL/SPACE SCIENCE INSTITUTE GW NAUKA str.14

Narty na Marsie (2006-05-13)
ROBERT STEFANICKI; ROBERT STEFANICKI GW TURYSTYKA str.10

Roboty od czarnej roboty (2006-05-23)
TOMASZ ULANOWSKI; NASA/JPL, ESA/M. PEDOUSSAUT GW NAUKA str.19

Zanim na Marsa, najpierw do Moskwy (2006-08-05)
TOMASZ ULANOWSKI; ESA GW NAUKA str.10

Nowe planety wokół Słońca? (2006-08-17)
TOMASZ ULANOWSKI GW NAUKA str.10

ROZBILI UKŁAD SŁONECZNY (2006-08-25)
TOMASZ ULANOWSKI; STUDIO GAZETA (2) GW JEDYNKA str.1

Krakowskie z planetami (2006-08-30)
DARIUSZ BARTOSZEWICZ; PAWEŁ SŁOMCZYŃSKI WAW JEDYNKA str.1

PROGRAM X FESTIWALU NAUKI 15-24 IX (2006-09-09)
EAST NEWS, AP, AP, PIOTR BERNAŚ, AP, AP, AP, AP, AP GW X FESTIWAL NAUKI str.11

Chińczycy marzą o kosmosie (2006-09-19)
KONRAD GODLEWSKI; AP GW NAUKA str.24

Czy Europę stać na kosmos? (2006-10-06)
ROZMAWIAŁ TOMASZ ULANOWSKI; ESA, ESA GW NAUKA str.21

W poszukiwaniu życia na Marsie (2006-10-10)
ROZMAWIAŁ TOMASZ ULANOWSKI; NASA/JPL/CORNELL, IAC GW NAUKA str.23

Awaria nad Czerwoną Planetą (2006-11-15)
PIOC GW NAUKA str.18

Gorące jądro planety (2006-11-25)
ANDRZEJ HOŁDYS; AP, STUDIO GAZETA GW NAUKA str.11

Astronauci polecą do asteroidy (2006-12-13)
TR GW NAUKA str.19

Szukając trzęsień gwiazd (2006-12-22)
ANDRZEJ KOTARBA; ESA GW NAUKA str.20

Zabiliśmy życie na Marsie? (2007-01-10)
TOMASZ ULANOWSKI; NASA GW NAUKA str.17

Układ planet sięgnie bruku (2007-01-18)
DARIUSZ BARTOSZEWICZ; JERZY GUMOWSKI WAW WYDARZENIA str.4

STASI NIE BYŁA Z MARSA (2007-01-26)
ANDREA GENEST I BERND FLORATH *, TŁUM. WO GW KULTURA str.15

Woda się ukryła na Marsie (2007-01-27)
PIOTR CIEŚLIŃSKI; ESA GW NAUKA str.10

181 rzeczy, które da się robić na Księżycu (2007-02-13)
TOMASZ ULANOWSKI; NASA GW NAUKA str.16
Obecny fin de siecle, jest widownią niespotykanej od czasów wędrówki ludów i migracji ludności w Europie. Poza napływem emigrantów spoza kontynentu, ogromny strumien Polaków rozlewa się po krajach zachodnioeuropejskich w poszukiwaniu lepszego jutra. TV Polonia, „obsługująca” Polaków mieszkających poza granicami specjalizuje się w prezentacji reportaży z ich życia. W większości wypadków są to banalne tabloidowe opowiastki o „pomyśle na sukces”.

Ostatnio wyemitowała ona jednak ciekawy program, który zapewne mimo woli jego autorów, ilustruje wiele zjawisk związanych z procesami, takimi jak raptowne przemiany demograficzne i etniczne ( o których pisałem już niedawno ), demokratyzacja Europy Środkowej itp.

Program przedstawia historię życia i działalności mieszkanki Cottbus, która zdobyła pewien rozgłos jako działaczka społeczna zamieszkujących te tereny Łużyczan. W reportażu prezentuje ona zarówno swoje życie osobiste jak i pracę jako kierowniczka szkoły języka serbołużyckiego, nadawcy programu radiowego w tym języku i przedstawicielki Łużyczan w landzie Saksonii. Według jej własnych słów ten słowiański naród i jego kultura „roztapiają się powoli w germańskim morzu jak bryłka lodu”. Już obecnie egzystują oni na poziomie skansenu czy rezerwatu, ale między innymi dzięki jej wysiłkom, agonia tego narodu ma powolniejszy charakter. Wbrew pozorom bohaterka reportażu nie jest rdzenną Łużyczanką. Pochodzi z Poznania i po wyjściu za Niemca mieszka na Łużycach. Opisuje ona zarówno okres NRD-owski, jak i „wielkogermański” swojego życia. Wspomina opresywność reżimu komunistycznego w NRD, nieporównywalnie gorszą do PRL-owskiego. Będąc jeszcze w Polsce udało się jej usyskać stypendium do Norwegii.

Podczas pobytu stypendialnego, zapewne doszedłwszy do wniosku, że nie uda jej się „załapać na Norwega”, kieruje swoja uwagę ku swemu enerdowskiemu przyjacielowi i wysyła mu kartkę z pozdrowieniami. Ruch ten okazuje się niefortunnym, bo powoduje on wyrzucenie z pracy rodziców jej przyszłego męża i nieprzyjemne perswazje Stasi, zmuszające jego samego do zerwania z nią kontaktów. Już podczas pobytu w NRD ma kłopoty z władzami, kiedy dzieci wygadują się w szkole, że oglądają „burżuazyjną (francuską).... Pszczółkę Maję, którą w celu nauczenia jezyka polskiego pokazywała swoim pociechom. Życie w enerdowskim reżimie, w środowicku o obcej słowianom mentalności sprawiało jej tyle trudności że pomimo względnego dobrobytu nie „wytrzymałaby tego” gdyby nie spotkanie z Łużyczanami i ich kulturą. Szybko nauczyła się ich języka i zaangażowała we wspomnianą wyżej działalność. Po zjednoczeniu Niemiec represje ustały, ale według jej słów „by mieć możność robienia jakiejkolwiek kariery”, musiała stać się Niemką i przyjąć obywatelstwo niemieckie.

Życie ma to do siebie, że nie ma w nim nic za darmo. Za „szczęście i luksus emigracji” też trzeba zapłacić. Mogę to zaświadczyć na podstawie własnej autopsji. Ale cena ta wydaje się szczególnie wysoka w przypadku emigracji do Niemiec. Pierwszy raz miałem okazję to zauważyć już we wczesnych latach dziewięćdziesiątych podczas podróży z Niemiec do Polski. Do pustego przedziału w którym podróżowałem, dosiadła się młoda kobieta w zaawansowanej ciąży. Stwiedziwszy, że jestem Polakiem rozpoczęła ze mną konwersację, a raczej monolog, gdyż sam niewiele się odzywałem. Cały monolog był emocjonalną krytyką Niemiec i Niemców nie wyłączając jej własnego mężą i teścia. Biorąc pod uwagę, że mówiła to osoba, która przed chwilą wyskoczyła z niemieckiego łóżka i za parę tygodni do niego powróci a na dodatek transportuje w swoim brzuchu przyszłego Niemca, zachowanie to wydawało mi się początkowo niezrozumiałym. Po jakimś czasie doszedłem jednak do wniosku, że widocznie odreagowuje tak na stresy życia w niemieckiej rodzinie. Dopiero kiedy pod koniec podróży powiedziała, że jedzie odwiedzić rodzinę i nie wie jak ma odpowiedzieć ojcu, który ciągle ją pyta: „czy jego wnuk będzie Niemcem?”; spojrzawszy na nią zauważyłem na jej twarzy autentyczne cierpienie i zrozumiałem że „pęknięcie” jej świadomości jest głębsze niż można by przypuszczać.

Podobne symptomy zdradzała bohaterka omawianego reportażu. Sprawiała ona wrażenie osoby inteligentnej, energicznej, konkretnej i solidnie umocowanej w realiach. Pomimo tych cech miała ona wyraźne problemy z określeniem swego ego. Z całą powagą i stanowczością twierdziła, że jest Łużyczanką, opisując sprawy tej Nacji jako „moje” czy „nasze”. Deklarowała też, że jest Niemką ponieważ przyjęła obywatelstwo, ale to nie przeszkodziło jej w innym momencie powiedzeć, że „choć może się to dziś wydać śmieszne, ale jest polską patriotką”.

Abstrachując od godnych współczucia problemów psychologicznych jednostek, to patrząc na zjawisko emigracji w skali macro, należy z niepokojem skonstatować, że w Niemczech aż roji się do „polskich patriotek” dostarczających wymierającemu powoli narodowi niemieckiemu nowych obywateli kosztem wymierającego szybko i „krwawiącego” niekończącą się emigracją, narodu polskiego. Wszystko wskazuje na to, że poziom serbołużycki uda się Polsce osiągnąć w ciagu paru dziesięcioleci. I to na dodatek bez prawa do paszportu Republiki Federalnej stanowiącego przepustkę do lepszej przyszłości.

W tym kontekście można zrozumieć dążenia „polskiego jasnogrodu” do jaknajszybszej i najgłębszej „integracji europejskiej”. W końcu jak być Łużyczanką to już całą gębą.
Akcja książki "W pustyni i w puszczy" rozgrywa się pod koniec XIX wieku w Północno-Wschodniej Afryce. Głównymi bohaterami są Polak - Staś Tarkowski oraz jego przyjaciółka - Angielka Nel Rawlison.

Obydwoje dzieci samotnie wychowuja ojcowie. Stasia inżynier Władysław Tarkowski, a Nel pan Rawlinson, który także jest inżynierem i nadzorują budowę Kanału Sueskiego.

Podczas nieobecności ojców dzieci zostały pod opieką pani Oliwier. Po Świętach Bożego Narodzenia dzieci zostają Uprowadzone przez Hamisa, który działał na polecenie Fatmy. Porwano Stasi i Nel ponieważ mieli oni zostać wymienieni za Fatmę i jej dzieci ,która była żoną Smaina, wobec której zastosowano areszt domowy . Dzieci zostają wywiezione do El garach. Z tamtąd karawaną ruszają przez pustynię . Rozpoczyna się szaleńcza jazda . Gdy ojcowie dowiadują się, że w umówionym miejscu nie ma ich dzieci orientują, że jest to porwanie .

Wyznaczona jest wysoka nagroda za ich odnalezienie , ale sami też wyruszają na poszukiwanie dzieci . W czasie porwania dzieciom towarzyszy pies o imieniu Saba , którego Nel dostała od ojca w prezencie . Podczas jazdy przez pustynię dzieci zostawiały po sobie ślady , zostały one wykryte przez Gebra , który wymierzył dzieciom karę . Następnego dnia karawana ruszyła w dalszą drogę,dokuczał im upał i zarządzono postój . Dzieci na swojej drodze napotykały to raz ulewny deszcz to zaś burzę piaskową . Ale mimo wszystko Staś myślał nad drogą ucieczki . Za co dzieci na każym kroku były karane chłostą i biciem .

Porwanie to było starannie zaplanowane gdyż na ich drodze w rozpadlinach skalnych Beduini znajdowali pożywienie . Hamis stawał w obronie dzieci mówiąc , że są własnością Smaina i nie może im spaść włos z głowy . Zmęczenie dzieci było tak duże , że w czasie podróży przez pustynię dzieci doznawały fatamorgany, wobec czego zadecydowano , że będą podróżować w nocy a odpoczywać w dzień . Zaczeło brakować żywności . Staś zaczął wątpić czy pomoc nadejdzie gdy dowiedział się o zdobyciu Chartumu i odwrocie Anglików. Wymyślał różne sposoby aby uciec.

W czasie podróży zaczął zmieniać się krajobraz pojawiła się zieleń i olbrzymie drzewa nabaku . Wkroczyli do kraju Mahdiego. Wśród mieszkańców przeważali teraz murzyni . Odpoczęli u Emira Tadhila i wyruszyli w dalszą drogę przeprawiając się przez rzekę. Dotarli do Omdurmanu, gdzie spotkali Greka , który dał im suszone daktyle i obiecał wspomnieć o nich Mahdiemu. Dzieci przerażone były tym co tam zobaczyły. Na bambusie wkopanym na środku rynku zatknięta była głowa generała Gordona . Staś zaczynał wątpić w pomoc Anglików . Jedyną ich nadzieją było spotkanie z Mahdim i zmiana wiary inaczej czeka ich śmierć.

Gdy stanęli przed Mahdim Staś nie pokłonił się jemu i nie przyjął jego wiary. Idrys rozchorował się przez co dzieci zaczęły głodować. Staś żebrząc o jedzenie spotkał misjonarza , który ofiarował mu jedzenie i chininę � jedyne lekarstwo na szalejącą febrę. Wyruszono do Faszody. Podczas ciężkiej drogi Nel szybko traciła siły i wychudła. Otrzymała od szejka Hatima niewolnicę Meę . Pod wieczór podróżnicy natknęli się na lwa. Chamis dał strzelbę Stasiowi z której chłopiec zabił lwa a następnie znienawidzonych: Gebhra, Chamisa i Beduinów. Byli wolni. Ruszyli dalej. W nocy męczyły ich przeżycia poprzedniego dnia.

Następnego dnia Staś upolował antylopę dzięki czemu wszyscy najedli się do syta. Podczas polowania Saba pobiegł za postrzelonym bawołem. Gdy zapadła noc pies nie wracał. Po pewnym czasie Kali wrócił z psem. Kali opowiedział im o swoim życiu. Zbliżała się pora deszczowa. Ulewną noc musieli spędzić na drzewie. Rano wyruszyli w dalszą drogę. Podczas wędrówki napotkali uwięzionego w wąwozie słonia. Nie zastrzelili słonia lecz zaczęli go karmić. Staś znalazł ogromny pień drzewa baobabu w którym zamieszkali. Nową siedzibę Staś nazwał �Kraków�. Pewnego dnia Nel poszła do wąwozu i zaczęła bawić się ze słoniem, który nie chciał się z nią rozstać.

Każdą chwilę spędzała u Kinga (tak nazwała słonia). Pewnego dnia Nel dostała ataku febry. Po tygodniu atak się powtórzył. Staś obawiał się śmierci Nel. Po długich wahaniach Staś zdecydował się pójść do obozu zauważonego przez Kalego. W obozie Staś zastał ciężko chorego Szwajcara pana Linde , który ofiarował Stasiowi herbatę , ryż , kawę i wino oraz lekarstwo dla Nel chininę dostał też naboje oraz konia .

Następnego dnia Staś znów odwiedził Lindego, który udzielił mu wielu ważnych wskazówek, oraz poprosił o to aby ochrzcił wodą umierających Murzynów. Linde był coraz słabszy zmarł trzy dni później, Staś i Kali pochowali go w jaskini. Nadszedł dzień wysadzenia skały i oswobodzenia Kinga. Udało się. Ruszyli na południe. Dotarli do wioski o której Linde opowiadał Stasiowi. Zabrali ze sobą małego czarnego przyjaciela Nasibu. W wiosce było źródło krystalicznej czystej wody, mnóstwo owoców, stada antylop i gromady słoni. Mały Nasibu znalazł kozę, co zapewniało Nel codzienną porcję mleka. Podczas podróży napotkali murzyńska wioskę w której Staś zdemaskował czarownika straszącego tubylców.

Wyruszyli dalej. Korzystając z dłuższego wypoczynku kleili latawce z prośbami o pomoc. Staś niepokoił się gdy dowiedział się o wojnie plemienia Kalego z plemieniem Samburu. Postanowił pomóc wojownikomWa-hima. Uderzył na Samburów nocą. W walce zginął ojciec Kalego i Kali musiał obiąć tron , lecz postanowił nie zabijać jeńców tylko zawrzeć przymierze z Samburu. Po przygotowaniu sporych zapasów karawana (do której należeli Murzyni Samburu i Wa-hima) ruszyła dalej. Po wyjściu na równinę dokuczał im upał i zaczęło brakować wody. Pewnego dnia czarownicy aby się zemścić uciekając wykradli i porozcinali worki z wodą. Karawana bez kropli wody ruszyła dalej.

Upał był niesamowity. Ludzie i zwierzęta padali z pragnienia. Kali i Mea byli umierający. W nocy Saba zaszczekał i pędem pobiegł. Staś zrozumiał , że nadchodzi pomoc i wystrzelił w powietrze czerwoną racę. Zobaczył dwóch oficerów angielskich � kapitana Glena i doktora Clary. Kapitan Glen i doktor Clary byli na ekspedycji rządowej. Mieli osadę nad jeziorem gdzie zobaczyli latawce puszczane przez dzieci. Ruszyli więc im na pomoc. Dwaj przyjaciele nie mogli się nadziwić odwadze Stasia. Dzieci opowiedziały im całą historię. Wysłano depeszę do ich ojców o odnalezieni dzieci. Nadeszła wreszcie chwila w której dzieci wpadły w ramiona swoich ojców i cała historia zakończyła się szczęśliwie.

THX POSTAWIE PIWKO
„Czas nie leczy ran”

Nazywam się Paniel Dałka. To niecodzienne nazwisko wzięło się z braku kompetencji położnej, która wypełniała rejestr w dniu moich urodzin. A może chciała się jakoś zemścić za to, ze rodzice dali jej na imię Andrzej? W każdym razie na urzędowych papierkach musi się podpisywać Andrzej Kostrzena, a znajomym przestawia się jako Andrzelika.
Koledzy nazywali mnie geniuszem, a ja nigdy nie zaprzeczałem. Było tak, ponieważ zawsze znajdywałem jakieś wyjście, a każdy wzór umiałem zastąpić innym, wymyślonym przeze mnie wzorem. Te lata świetności już minęły, a mi zostały tylko wspaniałe wspomnienia. Chciałem się z wami podzielić tym wszystkim, bo nic innego nie mam. Siedzę teraz pod mostem jako siedemdziesięcioletni nieudacznik. W moim wieku nie można od pamięci oczekiwać wiele i choć ja na swoją nie narzekam, nie umiem przywołać wszystkiego, co minęło. Opowiadać zacznę od czasów gimnazjalnych, bo tam się moja przygoda tak naprawdę zaczęła. Tak więc wysłuchajcie mnie jeśli chcecie.

****

Szedłem korytarzem i zauważyłem, ze na tablicy ogłoszeniowej wisi zdjęcie. Podszedłem bliżej. Była to część kampanii wyborczej do młodzieżowej rady gminy, a kandydatem był Michał Dragan. Bardzo go lubiłem, więc dla jego dobra przykleiłem na jego twarz papierowy kwiatek służący do ozdabiania gazetek szkolnych. W tej chwili poczułem, kogoś za moimi plecami, obróciłem się i w ostatniej chwili złapałem draganową rękę, zmierzającą ku mej twarzy. Od razu wiedziałem, że to za tego kwiatka. Wyjaśniłem to. Mianowicie udowodniłem mu, że z takim promowanie swojego wizerunku daleko nie zajdzie. Otóż zrobienie trzech błędów w jednym wyrazie nie kwalifikuje go nawet do zamiatania mało ruchliwej ulicy. Michał, jak można było się spodziewać, nie widział nic podejrzanego w wyrazie „Frzysko”, dlatego postanowiłem zająć się jego kampanią.
Zaczęliśmy od zdjęcia żelu z włosów, którego Michał używał zamiast szamponu, ale to dalej nie pomagało, a ja miałem ochotę założyć mu worek na głowę. Musiałem wymyśleć coś, co odmieni go choć o kilka stopni. Myślałem długo, ale było to zadanie ponad moje możliwości, więc zostawiłem jego wygląd i zająłem się równie ważną sprawą, a mam na myśli spotkanie z wyborcami. Ułożyłem ambitne przemówienie i kazałem Draganowi wykuć je i nie pytać, co oznaczają te wszystkie słowa. Wydawało mi się, że osiem dni, bo tyle zostało do ustalonej daty spotkania ze społecznością szkoły, jest wystarczającą ilością czasu na wykucie dwudziestu trzech zdań. Okazało się, że było to bardzo proste, tylko Michał nie wiedział, że trzeba po kolei, a ja musiałem robić z siebie kretyna i siedzieć pod stolikiem dyktując, co ma mówić kandydat. Pozytywnie z tego wybrnęliśmy, bo ludzie na koniec skandowali nazwisko Michała, co świetnie wróżyło. Wtedy byłem już pewny jego wygranej.
Nadszedł dzień wyborczy. Uczniowie wrzucili swoje karty do urn, a dwie godziny później miały być wyniki. Tak też się stało. Wygraliśmy czterdziesto procentową przewagą nad drugim kandydatem, co oczywiście nie było zaskoczeniem. Dało to Michałowi pozycję przewodniczącego samorządu młodzieżowej rady gminy, a mi wielką satysfakcję.
Od tego czasu miedzy mną, a Michałem umacniała się przyjacielska więź. Spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu. Zawsze potrafiliśmy znaleźć coś ciekawego do roboty.
Piątkowego wieczoru byłem z Draganem w szkole. Korzystając z okazji, ze woźny Stasio sprzątał sale gimnastyczną chcieliśmy trochę pograć w siatkówkę. Pan porządkowy oczywiście się na to zgodził, prosił tylko, by mu nie przeszkadzać. Gdy graliśmy w siatę zawsze ja wystawiałem piłkę, a Michał lał ją swoją potężną łapą w pierwszy metr. Wyglądało to naprawdę imponująco, a było to dopiero rozgrzewka. Za którymś razem Michał odbił do mnie piłkę i krzyknął, żebym dał mu na zabójcę, bo tak nazywaliśmy najsilniejszy atak. Wystawiłem. Michał wybił się mocno w górę, wziął zamach i ominął z piłką. Spadł na parkiet. Nie utrzymał równowagi i poleciał na Pana Stasia, który obok zmiatał pobocze boiska. Woźny upadł, a Dragan stał przez kilka sekund osłupiały, aż padł. Towarzyszył temu odgłos łamiącej się kości. Wystraszyłem się i podbiegłem. Wybuchłem śmiechem, bo to nie kość, a kij od miotły utkwił w odbycie Michała i podczas upadku złamał sie w pół. Jemu chyba nie było do śmiechu. Wezwałem karetkę. Zabrali go twierdząc, że miewali gorsze przypadki i że wyjdzie z tego. Nie pozwolili mi jechać z kumplem.
Rankiem pojechałem na stopa do szpitala. Michał był nieprzytomny, a na jego sale nie można było wchodzić. Stanąłem więc na korytarzu i patrzyłem na kolegę przez szybę. Lekarz widząc, że przyszedłem do pacjenta w odwiedziny, podszedł do mnie i podzielił się opinią.
Jeszcze wczoraj myśleliśmy, że to będzie zwykły zabieg, że zwykły towocik wystarczy. Okazało się jednak, iż kij był sękaty, przez co nie mogliśmy całościowo go usunąć z organizmu Pana Michała. Zrobiliśmy, co mogliśmy. Sprawy fizjologiczne nie będą problemem, gorzej z poruszaniem się. Jedyny ratunek to przeszczep odwłoku. Z dawcą nie będzie trudno, ale operacja możliwa jest tylko w USA i kosztuje na polskie siedemdziesiąt tysięcy złotych. Pacjent powinien przebudzić się za jakąś godzinę. Będzie, go można ostrożnie zabrać do domu.
Po powrocie do domu Dragan nie wychodził z łóżka przez kilka godzin, a ja siedziałem przy nim pocieszając go, że to nie jest takie straszne i że jest wiele osób, które nawet tego nie mają. Obiecałem też, że znajdę pieniądze na jego operacje.
Następnego dnia Dragana do szkoły przywiózł tato. Michał nie wyglądał dobrze. Miał dwa razy większą dupę niż zwykle to bywało. Jego chód przypominał wędrówkę najedzonej kaczki. Szedł sztywno, bujając się solidnie na boki. Wyglądało to niecodziennie i mimo, że Dragan był w tym momencie inwalidą nikt ze trzystu uczniów nie krył uśmiechu. Wymyślono mu nawet nowy przydomek, Kwadrat.
Po kilku dniach Michał miał się lepiej, poszliśmy nawet pograć w siatkówkę. Nie wyglądało to tak jak kiedyś. Kwadrat wyskakiwał do piłki dokładnie tak jakby miał klina w dupie, bo miał, a gdy był w górze zwykle nie trafiał w piłkę lub kierował ją w sufit wysokiej na dwadzieścia metrów hali. Był w tym naprawdę niezły… Po grze Dragan chciał ze mną pogadać. Powiedział mi, ze wstyd mu być przewodniczącym rady. W tym stanie nie mógł prawić tej funkcji. Według mnie nawet przed wypadkiem nie mógł. Postanowił oddać mi stanowisko. Tak też się stało. Nazajutrz byłem już przewodniczącym.
Chciałem to jakoś wykorzystać. Napisałem lipny projekt rozbudowy chodników w naszej gminie. Dostałem na to dziesięć tysięcy. Za pięć stów kupiłem trzysta kilo wapna i zabieliłem krawężniki. Resztę kasy przeznaczyłem na Dragana. Nadal jednak było to za mało. Do dalszej zbiórki zwerbowałem kompana, Franciszka Kozakiewicza. To był gość. Był o cztery lata starszy, a chodziliśmy do tej samej klasy. Wśród nauczycieli nie był szanowany, to dlatego, że mówili o nim ostatni wisznicki menel, mimo tak młodego wieku.
Musieliśmy nazbierać jeszcze sześćdziesiąt kawałków. Czułem, że muszę dopiąć tego w jakiś sposób. Pocieszałem się tym, że jestem Polakiem, bo przecież mamy Małysza i jako pierwsza nacja na świecie opracowaliśmy sposób picia denaturatu, płynu borygo, wody kolońskiej, ale nijak mi to nie pomagało w zbiórce pieniędzy.
Potrzebowaliśmy jakiegoś planu. Ten przyszedł szybko. Jako nowy przewodniczący rady miałem pięćdziesiąt procent głosów i praktycznie nikt inny nie istniał. Tak więc ogłosiłem przebranżowienie rady na sektę destrukcyjną, a właściwie abstrakcyjną. Franek wymyślił ideę… Jak wiadomo człowiek oprócz potrzeb oczywistych, takich jak oddychanie, czy sen potrzebuje czegoś więcej. Wystarczy do niego trafić, a pieniążki same będą wpływały. Ja dołożyłem do tego bożka Alkatela i zrobiłem mały ołtarzyk w byłej siedzibie rady gminy. „Nołkoms”, tak nazywaliśmy sektę, a polegała na tym, iż każdy nowy członek wyrzekał się swojego telefonu, a pieniądze z abonamentu przeznaczał na naszą religię. Spojrzałem na to wszystko jeszcze raz, jak to się mówi „świeżym okiem” i niestety zwątpiłem, ale Kozakiewicz zapewniał, że wszystko opracował i będzie to najbardziej dochodowy biznes w kraju. Warto dodać, że wymyślił to w pięć minut. No dobra, dałem mu szansę, choć nie wierzyłem w cokolwiek pozytywnego. Mieliśmy zacząć rankiem. Odłożyliśmy szkołę na bok i poszliśmy do naszej salki. Przez cały dzień tak, jak się spodziewałem, nic się nie działo, nie było ani chętnych, ani pieniędzy. Jednak tym razem to ja chwyciłem odrobinę geniuszu i zorientowałem się, że jedynymi osobami jakie wiedzą o naszym przedsięwzięciu jestem ja i Franek. Toteż zainspirowało mnie do zrobienia kampanii reklamowej, bo przecież byłem dobry w tym fachu. Przygotowałem ulotki, a Franek rozniósł je po domach. Kolejny dzień miał zaowocować. To było to! Okazało się, że trafiliśmy. Chętnych było jak po banany za komuny. Tak więc nie pozostało mi nic innego prócz ,postawienia stoliczka przed wejściem do naszej świątyni. Wierni tryskali euforią pierwszy z nich uściskał mnie i powiedział.
Duszpasterzu, nie wiem, czy mogę tak do pana mówić. Nie ważne. Jestem wniebowzięty. Gdy przeczytałem waszą ulotkę poczułem się jakbym na nowo się urodził. Daliście ludziom to, czego tak naprawdę potrzebują. To dobro, jakie stworzyliście powinno być wam wynagrodzone! Ja mogę powiedzieć, dziękuję.
Ja wiedziałem, że ma coś jeszcze do zrobienia, tak więc podsunąłem mu pod nos czarny worek na odpadki, a ten bez zastanowienia wrzucił swój telefon.
Interes się kręcił, po pierwszym dniu mieliśmy już osiemdziesiąt telefonów, a po tygodniu przestaliśmy je liczyć. Abonamenty regularnie wpływały na nasze konto. Nazbieraliśmy już na operacje. Na nasze nieszczęście, co dobre szybko się kończy… Po miesiącu do tyłka przyczepiła nam się skarbówka z jakąś inspekcją pracy. Myślałem, że to nie ma się nijak do naszej religii. Zostaliśmy jednak nazwani nielegalną firmą. Ja nie mogłem nic zrobić, a oni nałożyli na nas ogromną karę. Wszystkie pieniądze diabli wzięli, co za tym idzie draganową operację też… Rozpłakałem się. Nie wiedziałem, co mam ze sobą zrobić, Franek czuł to samo. Było okropnie. Trzeba było coś zrobić. Nie mogłem tego tak zostawić! Sprzedałem wszystko, co miał Franek. Niestety miał tylko poprzednio roczną prenumeratę gazety „Dekarz”. Na skupie makulatury dostałem za to sześć pięćdziesiąt. Było to za mało. Wziąłem się w garść i sprzedałem bizona mojego tata. Wygonił mnie za to z domu, ale w tej chwili liczyło się tylko dobro Dragana. Miałem pieniądze na właściwy cel.
Na organ trzeba było złożyć, nieładnie mówiąc, rezerwację. Zadzwoniłem i to zrobiłem. Kazano nam być za pół miesiąca. Tak więc wydawało się, że mamy czas. Mieliśmy trochę kasy w zapasie, więc postanowiliśmy pojechać wcześniej i zwiedzić obczyznę, a żeby mieć więcej forsy na pamiątki, zamówiłem najtańsze bilety na rejs do Stanów. Po czterech dniach byliśmy już na statku. Dragan cieszył się jak małe dziecko, że już niedługo wszystko wróci do normy. My cieszyliśmy się razem z nim. Płynęliśmy tak i płynęliśmy. Coś było nie tak, miałem złe przeczucie, ale w końcu zobaczyliśmy ląd. Kwadrat podskakiwał z radości, chyba nawet na chwile zapomniał o tym, że coś mu uwiera. Zeszliśmy ze statku. Bardzo się zdziwiliśmy, a przynajmniej ja, bo byłem pewny, że kangurów w Ameryce nie ma, a jeden właśnie wypasał się dziesięć metrów ode mnie. Przeszedłem się kawałek. Nic nie pasowało, inaczej wyobrażałem sobie ten kraj. Byłem pewny, że zamówiłem bilet do Stanów. Wyciągnąłem go, żeby się upewnić. Tak też było, nie doczytałem tylko, że z przesiadką w Sydney. Powiedziałem o tym chłopakom. Michał się załamał, bo nasz statek odpływał dopiero za dwa dni. A musimy być w Stanach za trzy. Nie było szans dopłynąć na czas. Próbowałem jakoś przełożyć operację, ale wszystko było już umówione i nie było o tym nawet mowy. Zaczęła się walka z czasem. Weszliśmy na pokład naszego statku. Trzeba było coś wykombinować. Na początku wiosłowaliśmy, ale nie wpływało to na prędkość, z jaką mknęliśmy po wodzie. Później cichaczem wyrzuciliśmy trochę zaopatrzenia pokładowego, aż natrafiliśmy na beczkę spirytusu do czyszczenia pokładu. Z lekcji fizyki wiedziałem, że rakiety latają w kosmos na alkoholu. Włamaliśmy się do maszynowni, obezwładniliśmy pracowników, przytargaliśmy beczkę i wlaliśmy zawartość to zbiornika. Po chwili kadłub statku uniósł się w górę, a śruby tak szybko zaczęły się kręcić, ze woda wokół nich zaczęła parować. Dobiliśmy do portu, zeszliśmy ze statku, a ten eksplodował. Zamówiliśmy taksówkę i kazaliśmy wieść się do Szpitala świętej Anny, bo tam Dragan miał mieć przeszczep. Dojechaliśmy. Wziąłem Michała na ręce i wbiegłem na sale operacyjną. Kazali mi położyć go i czekać na zewnątrz.
Siedzieliśmy sześć godzin, aż wreszcie Michał wyjechał z Sali. Podbiegliśmy do niego, ale jeszcze spał. Podszedł do nas lekarz. Dobrze, że Franek znał angielski, rozumieliśmy, co mówi.
Niestety, przyjechaliście o godzinę za późno, organ dawcy obumarł. Próbowaliśmy jeszcze chirurgicznie przywrócić pierwotny stan odwłoku pana Michała. Nie powiodło się, za głęboko siedzi… Nie chcieliśmy go stracić. Przykro nam, robiliśmy, co mogliśmy. Będzie musiał nauczyć się z tym żyć.
Ja byłem załamany, a co musiał czuć Michał… Wróciliśmy do kraju. Mimo wszystko Kwadrat był nam wdzięczny za wszystko, chciał mi jakoś pomoc, bo zostałem bez dachu nad głowa, ale nie miał jak. Nie pozostało mi nic, prócz wprowadzenia się pod most. Chłopaki podzielili mój los. Byliśmy tak załamani, że nie widzieliśmy perspektyw na życie. Przesiedzieliśmy pod mostem pięć lat, żywiąc się pająkami, ślimakami, szczurami i mchem, który porastał betonowe płyty mostu. Przez te kilka lat tak zdziadzieliśmy, że baliśmy się wyjść poza naszą norę. Kozakiewicz się odważył i po dwóch dniach wrócił. Zachowywał się jak małpa. Nie umiał już nawet mówić.

****

Teraz, gdy mam już dziewięćdziesiąt lat, można powiedzieć, że nie zostało mi wiele. Zmarnowałem swoje życie, podobnie jak moi kumple. Frankowi przez te lata urósł ogon i jedyne, co robi to wisi na wystającym z sufitu drucie zbrojeniowym. Kwadrat, właściwie teraz Kwadzio, od kilki dni nic nie je, tylko siedzi po turecku i waha się na boki. Kilkanaście lat temu zabudowaliśmy nasz mościk. Jako cegieł użyliśmy kamieni z rzeki, a jako zaprawy mułu. Zostawiliśmy tylko małe okienko, żeby całkowicie się nie odzwyczaić od światła. Nikt chyba nigdy nie dowiedział się, że tu mieszkamy, dlatego zapisałem naszą historie na ścianie naszej klitki, fajnie jeśli ktoś to kiedyś przeczyta… Napisałem to latem coś około 2080roku. Straciłem rachubę czasu.

Wszelkie podobieństwa są przypadkowe.
Dzietni, dzielni, trochę inni
Barbara Pietkiewicz

Mikosiowie przyjmowali kolejne dzieci, jak mówią, raz z przerażeniem, raz z radością. Niemyscy - zwyczajnie. Po prostu przychodziły na świat. Gdyby nie atmosfera Przymierza Rodzin, katolickiego stowarzyszenia, do którego należą (jak wiele wielodzietnych), może byłoby ich mniej. A tak - ośmioro. Ród nie zginie. Zwłaszcza że najstarsza Marysia ma już troje własnych. Ja - oświadczyła rodzicom - dużo dzieci mieć nie będę, najwyżej pięcioro.
Co rok prorok, nastrugali sobie, dziecioroby - mówiono o takich we wczesnej PRL i do jednego worka wrzucano z kołtunem i zabobonem. Chyba że była to matka robociarska albo chłopska, która dała czterech synów górnictwu, milicji i wojsku. Taka dostawała medale.
Dzisiejszych wielodzietnych badała Irena Nowacka z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Ponad połowie z nich brakuje pieniędzy na jedzenie, prawie połowa nie może kupić niezbędnych ubrań, lekarstw i opłacić kosztów mieszkaniowych. Naukowcy zajmujący się biedą w Polsce są zgodni, że to takim rodzinom, a nie emerytom i samotnym matkom, wiedzie się najgorzej.
Więc wielodzietni inteligenci to jednak ciągle dziwo, bo przecież oni mają wyobraźnię, muszą sobie zdawać sprawę, że będzie ciężko. A może nie? Może oni potrafią jakoś wyrwać się ze stereotypu, że wielodzietność to bieda, bezrobocie, życie z zasiłku. I gorsze perspektywy dla dzieci, bo bieda, bezrobocie i zasiłki stają się u nas coraz bardziej dziedziczne.

Jak z pracą?

Dariusz Mikoś, magister archeologii, założył firmę deratyzacyjną, bo w archeologii zajęcie znaleźć trudno. Likwidował szczury w PGR, wywoziło się je ciężarówkami. Ale pegeery upadły, a interes razem z nimi. Założył więc firmę graficzną i współpracował z wydawnictwem, które jednak też upadło. Mikoś wysyła teraz CV do agencji, odpowiada na ogłoszenia firm szukających pracowników. Bez skutku. Pracodawców odstrasza, jak sądzi, jego mało konkurencyjny wiek - 45 lat, brak formalnego wykształcenia w grafice, ale nade wszystko liczba dzieci. Czy ktoś z szóstką może być pracownikiem? Chyba nie, odpowiada sobie Dariusz, bo w przeciwnym razie miałby pracę.
Z reguły matki nie pracują, a jeśli już - to te wykształcone, a tych jest mało. Anna Niemyska, polonistka, uczyła swego przedmiotu w liceum Batorego w Warszawie, a tam nauczyciel musi być pierwsza klasa. Słabo przygotowany nie ma szans. Anna pracę kocha. Na siebie jako wyłącznie matkę dzieciom absolutnie się nie zgadza, więc kiedy nie dało się pogodzić całego etatu z rosnącą liczbą pociech, przeszła na połówkę i uczy teraz przedmiotu wychowanie do życia w rodzinie w prywatnej szkole. Marek nie patrzy na to z entuzjazmem. Ale niechby kto z zewnątrz powiedział o tym z przyganą albo jakiekolwiek inne marne słowo o mamie, wtedy tata, mówią dzieci, zawsze jej broni, zawsze po jej stronie. Jak mur.

Jak z alkoholem?

Kiedy Mikosiowie wprowadzili się do domku, który za oszczędności życia kupili im rodzice Dariusza, a ich dzieci poszły do szkoły, zjawiła się u nich pracownica opieki społecznej. O (tu padło trochę nieobyczajne słowo, które dowodziło wielkiego zdumienia), to normalna rodzina - powiedziała już w przedpokoju. Pracownicy opieki są bowiem przyzwyczajeni, że wielodzietni, którym opieka pomaga, żyją marnie, biednie i pod poziomem. Bardzo często ojcowie są bezrobotni. 22 proc. ojców pije, zwłaszcza ci, którym pomaga opieka społeczna.
Pracownica, jakby niedowierzając, spytała prosto z mostu, jak u nich z alkoholem, zwłaszcza że musiała wstawić odpowiednią uwagę do kwestionariusza - niezbędnego, aby przyjść wielodzietnym z pomocą.
Owszem, oboje z żoną jesteśmy miłośnikami wybornych trunków, odpowiedział Dariusz Mikoś, cóż, kiedy nie mamy na nie środków.

Jak z pomocą?

Bez owijania w bawełnę, mówi Urszula Mikoś: żyjemy z łaski. Mają rodzinne, trochę pomaga opieka społeczna. Znajomi przychodzący w odwiedziny nabrali zwyczaju przynoszenia w prezencie wiktuałów, które zostawiają w lodówce. Piekarnia daje bezpłatnie chleb gruboziarnisty z poprzedniego dnia. Matka Dariusza, emerytka, opłaca obiady dziewczynek w przedszkolu, a ojciec Urszuli, mimo że po wylewie przestał widzieć na jedno oko, podjął na nowo pracę w ślusarstwie, żeby im pomóc. Dzieci w szkole są za darmo ubezpieczone, a dziewczynki będą chodzić na lekcje tańca do domu kultury, też bezpłatnie. I jakoś żyją. Kiedy Dariusz zachodzi do sąsiadów, widzi przepaść między standardem ich życia i własnym. Lecz nie uważa swojej rodziny za biedną. Mają szóstkę wspaniałych dzieciaków. Jeden ma zespół ADHD, ale też jest wspaniały, zresztą z tego się wyrasta.
Dariusz Mikoś dzięki dzieciom stał się z ateisty wierzącym. Skoro dotąd nie przepadli, widać On istnieje i ma w tym jakiś plan. Ile bowiem razy znajdowali się na skraju przepaści finansowej, przychodził ratunek.
Rodzinie Niemyskich pomoc społeczna też pomagała, lecz śladowo. Było to potrzebne, kiedy Marek Niemyski, doktor ekonomii, musiał odejść z uniwersytetu, bo nie zrobił habilitacji.
Za ścianą, w jeszcze przedwojennym mieszkaniu, mieszka ojciec Marka, profesor akademicki na emeryturze. Obie rodziny i Marka, i Anny zasiedziałe są, z tradycjami, ziemiańskie, z medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata i żeby tylko ten jeden powód był do rodowej dumy. Habilitacja więc powinna mieć miejsce. Ale jak, skoro ojciec rodziny brał prace zlecone, jakie tylko były do wzięcia, a wieczorem malował mieszkania i nawet się to opłacało. Po odejściu z uczelni zaczął pracować w firmie doradczej, która nieźle prosperuje. Nic tak nie dopinguje mężczyzny, sądzi Marek, jak rosnąca liczba dzieci, a więc także odpowiedzialność.

Jak z ojcostwem?

Ojcowie z rodzin gromadnych mają mizerny związek z dziećmi, jak wynika z badań Anny Świtek. Nie tylko z tego powodu, że starają się zapracować na liczną gromadkę, ale także, że im ona wyraźnie ciąży. Tylko 38 proc. bawi się z dziećmi, a 10 proc. pomaga im w nauce. Nie lubią chodzić na wywiadówki, rzadko rozmawiają z nimi i rzadko je przytulają.
Nie cierpią prac domowych, od tego mają żony. Są na boku: boczniacy. Płodzą i starają się, choć z różnym skutkiem, bo zwykle nie mają wykształcenia, zarobić na rodzinę. Tak można by opisać obszar ich aktywności.
Co innego - matka. Ona jest królową gromadnej rodziny. Podejmuje decyzje i rozwiązuje problemy. Jak z badań wynika, nawet nie zwraca się do męża o wsparcie, a w każdym razie rzadko. Ma syndrom Lotty z "Cierpień młodego Wertera". Stoi samotnie krojąc chleb dla gromadki dzieci. Z nią dzieciaki -od oseska do podlotka - mają sztamę. Do niej przychodzą po poradę, pomoc i buziaka. Jeśli zajęta, zła lub strapiona - wtedy do babci, starszej siostry, ciotki. Do kobiety. Do boczniaka - raczej rzadko.
Którekolwiek z dzieci Niemyskich wchodzi do mieszkania, już od progu woła: jest mama? Choć Marek, ojciec, boczny przecie nie jest, przeciwnie: świetny, do ósmej potęgi ojciec. Ale tak już w rodzinach gromadnych się dzieje. Matka-królowa. Długo, długo nic i reszta.

Jak między rodzicami?

Anna jest zadbana, śliczny uśmiech, figura jak trzeba, czym się jaskrawo odróżnia od wielodzietnej typowej, czyli o niskim statusie społecznym i marnym wykształceniu. Typowa zapuszcza się, figurę po porodach zostawia odłogiem. Im starsza, tym bardziej. I nie tylko dlatego, że ciurkiem w domu, w praniach, gotowaniach, zmywaniach i kombinowaniach, jak tu dociągnąć do wypłaty lub zasiłku. Również z powodu wcale nie najlepszych z mężem układów.
Wydawać by się mogło, że jeśli dziecko cementuje związek, tak się w każdym razie powszechnie uważa, to grupa dzieci cementuje na amen. I owszem, badania pokazują, że rodzin niepełnych, a gromadnych jest mało.
Wielodzietność nie sprzyja jednak za bardzo więzi małżeńskiej. Małżonkom nie wychodzi przebywanie ze sobą. Z badań Anny Świątek wynika, że tylko nieco ponad 18 proc. mężów i żon z sobą rozmawia. Wymieniają niezbędne uwagi i to wszystko. Nie chadzają razem na spacery, nie zajmują się czymś, co ich wspólnie interesuje. Ba, połowa w ogóle rzadko spędza czas we dwoje. Przedzielają ich pewnie worki skarpetek, przedpokoje pełne butów, stosy dresów, kurtek, czapek. I kłopoty. Za dużo tego, żeby być bliżej siebie?
Matki z gromadnych rodzin zazdroszczą pewnie innym rodzinom tylko kilku par butów, kilku zmian pościeli. Połowa badanych przez Irenę Nowacką rodzin poznańskich jest bowiem niezadowolona z wielodzietności. I z życia w ogóle.

Jak między dziećmi?

Jeśli Anna Niemyska czegoś zazdrości koleżankom, to tego, że jedna pojechała z mężem na urlop na Cypr, inne do Chin czy Japonii. U nich oczywiście nie wchodzi to w grę. Lecz po pierwsze - nie można mieć wżyciu wszystkiego, a po drugie - oni swoje wyjazdy też mają. I to jakie!
Kiedy jeszcze nie mieli samochodu, ładowali się gromadą z maluchami w nosidłach do tramwaju, potem do pociągu. Chodzili i nadal chodzą nałogowo po górach. Jeżdżą na nartach. Marek twierdzi, że wspólne wędrówki cementują rodzinną więź i obejść się bez nich co roku absolutnie niepodobna.
Rodzeństwo gromadne trzyma ze sobą sztamę nad sztamy. Tu nieważne, czy rodzice wykształceni czy nie. W ogień by za sobą poszli. Między zaharowaną matką i ojcem boczniakiem wspierają się i pomagają sobie wzajemnie. Mniej zazdrośni o względy rodziców, bo rozkładają się one na wiele głów i musi kapnąć każdemu po troszku.
Wszyscy, ci duzi i jeszcze mali, jak mają wolną chwilę, meldują się w kuchni u mamy. Posiedzieć. Zawsze ktoś z nią siedzi. Czasem trzeba pomóc ulepić pierogi. Kilkaset pierogów. Czasem Anna piecze ciasta. Któreś ma imieniny. We wszystkich gromadnych obchodzenie świąt i uroczystości jest obyczajem, od którego rzadko się odstępuje. Obchodzone są Dzień Matki, Ojca, Babci, Dziadka (93 proc. rodzin). Niemal wszystkie rodziny święcą również imieniny, urodziny i Dzień Dziecka.
U Niemyskich, w niektórych miesiącach, urodziny i imieniny występują wprost seryjnie. Mama zawsze piecze ciasto. U Mikosiów też. Cudnie jest zobaczyć, ile wszystkich jest. Pomyśleć, że jak się pożenią i powychodzą za mąż, drzewo genealogiczne się rozrośnie wszerz i wzdłuż, i to jest poczucie niebotyczne i niebywałe.
Tam, gdzie wszystkiego brakuje -jedzenia, mydła, butów i proszku do prania, aż tak cudnie może nie jest. Ale (też to wynika z badań) i oni lubią się zebrać, coś zjeść wspólnie i przesiadywać w kuchni z mamą. Nawet wtedy, gdy taty nie ma, bo poszedł z kolegami na piwo.

Jakie perspektywy?

I oto różnica najjaskrawsza między wielodzietną przeciętną a inteligencką. W gromadnych mało na ogół dba się o rozwijanie zdolności dzieci, najwięcej o to, żeby jak najszybciej wdrożyć je do prac domowych. Żeby zdobyły zawód i niech zarabiają na siebie, choć paradoksalnie, dzieci z takich rodzin później usamodzielniają się niż z innych.
Że u Mikosiów poświęca się dzieciom wiele uwagi, to rzecz zrozumiała - rodzice są z nimi w domu. Ale jak to robią Niemyscy, pracujący, że na każdego dzieciaka chucha się u nich i dmucha, doglądając i sportu, i intelektu?
Anna Niemyska źle znosi odejścia z domu. Odeszła na swoje Marysia, już mężatka, ale wraca z trójką dzieci z okazji i bez. Ciągnie ją do rodzinnej gromady. I Władzio. Po maturze zaczął studiować MEL (Wydział Mechaniczny Energetyki i Lotnictwa) na politechnice, bo jak coś trudnego, to Władzio pierwszy. Zaliczył dobrze pierwszy rok. I nagle oświadczył, że idzie do seminarium duchownego i pragnie być zakonnikiem misyjnym.
Niemyscy są bardzo wierzący (to norma u wielodzietnych), ale że Władzio, o którym się mówiło, że kto jak kto, ale on sobie wżyciu świetnie poradzi, poszedł do seminarium, to serce rodziców jednak trochę boli. Jeszcze od ziemi nie odrósł, a już starał się rządzić braćmi. Zbiłem Stasia, mówił. Staś musi płakać. Po studiach Władzio pojechać może na koniec świata. Powstanie bolesna wyrwa, ubytek.
Staś też pójdzie na politechnikę, bo jest bardzo rzeczowy. "Mam dylemat" - powiedział raz starszy brat. "A ja mam latarkę" - postanowił mu dorównać Staś. Trylogię podzielił na liczbę wojsk, oddziałów i dokładnie narysował ich marszruty. Dlaczego tu nie wygrali, choć było ich tylu i tylu, a tu wprost przeciwnie. Wszystko inne w Trylogii mniej go obchodziło.
Wandzia to talent matematyczny, Krzyś - entuzjasta biologii, chce być lekarzem. Antek kończy historię i będzie zdawał na hebraistykę, uczy się łaciny i greki. A Janeczka, późne dziecko, najmłodsze, oczko w głowie rodziny, jest jeszcze w podstawówce. Najstarsza jest slawistką. Robi doktorat. Później będzie pewnie habilitacja. Habilitacja, jako się rzekło, w rodzinie być musi.

POLITYKA
Robert Silverberg Długa droga do domu

Na książkę „Długa droga do domu” Roberta Silverberga natknąłem się zupełnym przypadkiem. Była sobota. Jedna z tych listopadowych, kiedy człowieka dopada przygnębienie na samą myśl, że z każdym dniem będzie coraz zimniej, szarzej... po prostu nijako. Po odbębnieniu codziennej rutyny postanowiłem jednak, że wykorzystam ostatnie podrygi ciepła na spacer po wrocławskim rynku. Trasa niezmienna od lat studenckich: księgarnie, kawa, Empik i biblioteka. Po zaspokojeniu swoich potrzeb prasowych, wychodząc ze Świątyni Gildian ujrzałem wielki napis o następującej treści „Wielka Wyprzedaż Biblioteki Pedagogicznej”. Parę minut i kolejna książka Silverberga trafiła w moje ręce.

„Długa droga do domu” (ang. „The Longest Way Home”) została wydana w 2002 roku. W Polsce nie jest ona aż tak bardzo znana jak na Zachodzie. Nie przebija popularnością takich książek jak „Umierając żyjemy”, cyklu Kroniki Majipooru czy chociażby „Człowieka w labiryncie”. Uważam jednak, że jest to ważna pozycja, z którą powinien zapoznać się każdy, kto choć trochę interesuje się takimi zagadnieniami jak historiozofia czy miejsce człowieka w otaczającym go wszechświecie. Robert Silverberg niniejszą pozycją udowadnia, że słusznie należy mu się etykietka z napisem „największy żyjący mistrz science fiction”.

Bohaterem powieści jest piętnastoletni Joseph Pan Keilloran, który obudzony pewnej nocy przez „serie oddalonych, stłumionych huków, uderzeń i łupnięć”, musi dokonać czegoś naprawdę niezwykłego. Mianowicie musi dorosnąć, w parę chwil przeistoczyć się z dziecka w mężczyznę, który będzie w stanie sprostać czekającym go problemom. Ze swojej strony mogę was zapewnić, że z całą pewnością nie będzie cierpiał na ich brak.
Planeta, na której rozgrywa się akcja powieści jest bardzo podobna do Ziemi. Jakbyście postanowili nagle, bez żadnego przygotowania wsiąść do samolotu i spenetrować lasy Amazonki to podejrzewam, że poczulibyście się dokładnie jak nasz bohater przemierzający swój rodzimy świat. Wszystko było dla was zarazem znajome i tajemnicze. Niezwykłe i oczywiste. Rozwiązania strukturalno-społeczne oraz gospodarcze są niemalże żywcem zapożyczone z naszej planety. Trudno się jednak dziwić tym podobieństwom, gdy odkryjemy, że Ziemia jest matczynym gniazdem mieszkańców tajemniczej planety.
„Dawno temu na odległą planetę przybył Lud i podporządkował sobie tubylcze inteligentne rasy. Potem przybyli Panowie i podbili Lud. Przez tysiące lat trwała pozorna harmonia, do czasu gdy Lud postanowił się zbuntować”.
W jednej chwili cały, istniejący porządek świata zostaje wywrócony do góry nogami a wszystko dzieje się na oczach Josepha. Rozpoczyna się powstanie Ludu przeciwko Panom, z których wywodzi się nasz bohater. Trup ściele się gęsto, krew leje obficie a wszystko to w imię bardzo dobrze znanego nam hasła równości. Klasa panująca i wszystko co się z nią wiąże zostaje rozerwane na strzępy w dosłownym tego słowa znaczeniu. Naszego młodego bohatera poznajemy w momencie, gdy jest świadkiem śmierci swojego kuzynostwa, u którego przebywa w chwili narodzin buntu. Uratowany przez lojalną służkę ucieka do pobliskiego lasu, w którym rozpoczyna się jego długa droga do rodzinnego domu.
Od tego czasu jesteśmy świadkiem przemian, które zachodzą w osobie Josepha. Z każdą godziną staje się on coraz bardziej mężczyzną. Uczy się jak przetrwać w niesprzyjających warunkach, jak podejmować trudne ale ważne decyzje. Czytając jego przygody miałem wrażenie, że mam do czynienia ze Stasiem Tarkowskim. Tak samo jak bohater powieści Henryka Sienkiewicza, Joseph dorasta szybciej niż powinien. Niezależne wydarzenia zaczynają kierować jego poczynaniami, kształtują charakter, ukazują mu na nowo świat w kolorach, których do momentu rewolucji nie dostrzegał.

Jak już wcześniej wspomniałem Silverberg po raz kolejny kieruje myśli czytelników w stronę zagadnień historiozoficznych. Analizuje człowieka a właściwie ‘to’ co zostało przez niego dokonane. I nie mówię w tym momencie o jakichś konkretnych wynalazkach, odkryciach, itd. Chodzi mi o ‘dzieje historyczne’, o naszą przeszłość. Czytając „Długą drogę do domu” od razu pomyślałem sobie, że ta książka została skonstruowana jakby specjalnie na życzenie Jacka Dukaja. Zapoznając się z jej treścią z pewnością poczułby się jak w domu. Rozważania historiozoficzne występują w książce Silverberga niemalże na każdym kroku. Od czasu do czasu przerywane są poprzez wstawki związane z wędrówką Josepha ale w gruncie rzeczy jest to książką bardziej o posmaku filozoficznym niż stricte przygodowym.
Patrząc na nienawiść Ludu do Panów oraz na to do czego doprowadziła bardzo łatwo można doszukać się analogi do rewolucji październikowej. W „Długiej drodze do domu” bardzo dokładnie ukazane są przyczyny społeczno-polityczne buntu oraz z idea powrotu do równości. Wiele miejsca zostało poświęconego rozważaniom na temat władzy jednych ludzi nad drugimi. Pytanie „Jakie prawo, poza Podbojem, zezwala wam rządzić innymi ludźmi?” jest chyba najbardziej kluczowym dla całej powieści. Ponadto autor wyraźnie wytyka błędy czy raczej wskazuje na specyfikę każdej rewolucji. Zadawane ustami Josepha pytania o cele buntu czy o konieczność niszczenia wszystkiego, co miało cokolwiek wspólnego ze ‘starym porządkiem’, są jak najbardziej dociekaniami filozofów i historyków od wielu, wielu lat.
Silverberg umiejętnie ukazuje także jak niewiele trzeba aby cały porządek, który przyjmowany jest przez większość społeczeństw za wieczny, uległ zniszczeniu bądź też wyraźnym przeobrażeniom. Ludzie, którzy żyli obok siebie przez tysiące lat z dnia na dzień stają się dla siebie krwiożerczymi wrogami. Jeżeli dokładnie przyjrzymy się obozom skonturowanym przez buntowników zrozumiemy jak niewiele brakuje im do tego, aby słowa Zofii Nałkowskiej „ludzie ludziom zgotowali ten los”, odnosiły się także do nich.

Robert Silverberg funduje czytelnikom powieść niezwykle barwną.
Przedzierając się przez kolejne rozdziały książki niemalże na każdym kroku jesteśmy świadkami odkrywania przez Josepha na nowo fauny i flory planety, na której żył do tej pory. Poznajemy zwyczaje wielu ciekawych ras, które choć momentami moglibyśmy pomylić z naszymi Indianami to jednak nie nudzą nas swoją obecnością. Są ukazane w sposób niejednolity, można powiedzieć, że od wewnętrznej strony swojej natury. Zaskakują swoimi poglądami na temat otaczającego ich świata a ich mędrców można spokojnie określić jako braci mistrza Yody.

Podsumowując.
Powieść Roberta Silverberga „Długa droga do domu” jest z pewnością książką godną uwagi. Autor bardzo sprytnie przemyca pod płaszczem przygód młodego Josepha różnorakie spostrzeżenia natury historiozoficznej. I choć momentami możemy odczuwać znużenie powtarzającymi się oczywistościami to jednak ogólna atrakcyjność powieści rekompensuje nam te drobne niedociągnięcia.
Zapraszam do lektury!
to tak w skrocie bo opisac wszystkiego sie nie da

podroz jaka byla kazdy juz wie co do pierwszego dnia to dokladnie tak jak to opisal bandi
[quote]Na trasie zaczęło się przejaśniać i w związku z tym odłączyłem się od grupy z Uchawi, aby nad Morskie Oko dotrzeć przez Dolinę Roztoki, 5 Stawów Polskich i Świstówkę. Po chwili dogonił nas Krzychu...[quote]
niesamowicie sie tak szlo i co chwilke przystawalo z wrazenia, wznosilo paluch do gory i pokazywalo kazdy choc na chwilke pokazyjacy sie widoczek z okrzykiem "patrz tam o tam"
a popoludniu nie ma to jak wypic grzanca z widokiem na mnicha
pozniej postanowilam ubezpieczona w moj niezawodny scyzoryk, majacy w tym wypadku chronic przed niedzwiedziami , w nocny odcinek na przeciw dojezdzajacemu wojtkowi. Jednak nie przewidzialam, ze ten czlowiek zlapie stopa nawet w TPN (!!!)i smignie obok mnie ze zawrotna predkoscia autkiem, na szczescie pan z TPN wracajac zawrocil mnie na dobra droge podsumowanie nocnego odcinka czerwonego szlaku : misiow ani wojtka nie znalazlam

nastepnego dnia pomimo ze w przeciagu 1,5 min udalo mi sie o 5:30 wyskoczyc z lozka, okazalo sie ze tak pada (czego w tych przeciagu 1,5 minut nie zdazylam dostrzec, za to izka byla bardziej spostrzegawcza), ze moge wrocic spokojnie do lozeczka - tak wiec jak juz wiadomo dzionek minal spokojnie na pobliskich spacerkach.

Mialam niedosyt wedrowek po pierwszych dwoch dniach, dodajac do tego fakt ze wojtek jeszcze nie byl w 5 - postanowilismy na przekor wszystkiemu ruszyc do murowanca przez szpiglasowa, szarlotke w 5 i kozia
udalo nam sie mimo wczesnej pory dostac wrzatek od pana Andrzeja i namiar na pana Stasia, gdzie mozemy przekimac (chyba pan Andrzej nie wierzyl w nasze mozliwosci dotarcie do murowanca )
podejscie na szpiglasowa w deszczu niestety uniemozliwilo nam podziwianie widoczkow, a ze ze mnie sierotka jest - malowniczy upadek tuz przed przełęcza umozliwil za to udzial w konkurcie na najbardziej posiniaczone dziecko wojny - wojtek byl sprytniejszy i zamortyzowal sie plecaczkiem zjezdzajac tuz za przelecza - podsumowujac bylo slisko
tego dnia robiac za niezalezna grupe testingowa - zgodnie stwierdzilismy ze niezaleznie od firmy po ok 2 godzinak spaceru w deszczu i szlaku zmienionym w strumyk buty nabieraja wody. Tak spacer w deszczu byl niesamowity, jakos strumieni w dolinie przybylo, a te co byly zamienily sie w rzeki ! doslownie cala mokra stajac przed taka jedna bezradnie - stwierdzilam ze na tyle mokra jestem ze roznicy juz mi nic nie robi wiec przebywam ja w brud (kamyszki do przejscia nie bylo co liczyc) i okazalo sie ze woda siegala mi do kolan !!!
tak wiec traske zrobilismy jakos o dobre 30-40 min szybciej i wzbudzilismy niemala sensacje w samych schronisku -
bylismy pierwszymi turystami tego dnia - dodac do tego nasz wyglad - nie jestem pewna czy w tym momencie wiecej wody nie ociekalo z nas niz spadalo z nieba. W schronisku bylo tylko pare niewielkich grupek mieszkancow i swietna atmosfera - zostalismy bardzo milo przyjeci, byc moze ze wzgledu na wrazenie jakie wywarlismy jak wykrecalismy juz po przebraniu wode z nawet z bielizny i wylewalismy ja z butow
udalo nam sie do butkow zalatwic wspanialo miejscowke w kuchni - nie zdazyly wyschnac ale zdazyly zrobic sie przyjemnie cieplutkie
siedzac tak sobie przy grzancu, szrlotce, czekoladach szybko zredukowalismy plany z koziego na krzyzne - choc mieszkancy zalatwili juz dla nas nawet lozko ;D zaczelo sie troszke przejasniac (tzn chwilowa nie lalo tak mocno), w schronisku zaczely pojawiawiac sie mokre tubisie podchodzace roztoka i ok 13:30 stwierdzilismy ze sie zbieramy (czekala nas ok 4 godzinna traska) a tu ku naszemu zaskoczeniu pojawili sie adam z monika, ktorzy dotarli przez swistowke i po malym odpoczynku mieli ruszac przez zawrat.
ze wzgledu na warunki i inne takie stwierdzilismy ze lepiej ruszyc wspolnie wiec mile lenistwo przeciaglo sie nam troszke, o okres dozywiania i odpoczywania nowoprzybytych.
droga na krzyzne choc troszke plynela byla dosc spokojna (czyt. mokro, chlodno) - ciezej zrobilo sie przy przeleczy gdzy widocznosc ograniczyla sie do ok 5 m. Jak dotarlismy do przeleczy bylo juz szarawo a moniki i adama ani widac ani slychac, to sie przyznaja niezle przestraszylam. Na szczescie nasi dzielni debiutanci pojawili sie po jakis 30 minutach. Niestety czekajac na przeleczy gdzie niezle wiewalo, bylam tak przemoknieta i zrobilo mi tak zimo, ze nie moglam przestac sie trzasc, szczegolnie dostaly moje poobijane i przemarzniete kolanka - wiec wykorzystalam zestaw ostatnich suchych koszulek (spodni niestety juz suchych nie mialam )
Do Murowanca udalo nam sie dotrzec w nieco oplakanym stanie ok 20 - potem pamietam tylko szybkie zrzucanie mokrych ciuchow i dlugi goracy przysznic na rozgrzanie - potem wskoczylam w jednyne co mialam suchego - pizdzamke (niezbyt duza ) i polar, tak czy inaczej na jadalni musialam niezle wrazenie zrobic jak dokulalam sie do jadalni atmosfera byla juz wesola, a sasiadujaca ekipa grala juz na gitarze, choc w spiewie zdecydowanie przodowala setka
Wieczor milutki choc krotki, bo o 22 wyrzucono nas z jadalni, noc byla ciezka - kolana odmowily totalnie wspolpracy i by obrocic sie z boku na bok musialam unies sie na raczkach i wykonac przerzut samej siebie - to juz pewnie rozumienie dlaczego nastepnego dnia zrezygnowalam z orlej.

Kolejnego dnia by rozurszac kolanka wybralismy sie z mateuszem i emilka na sliczna petelke wokol - zalczajac przy okazji koscielec.
Tu musze powiedziec, ze narodzil sie nowy milosnik wspinaczki w postaci emilki ktora w droge na gore co nieco narzekala na zejscie, a przy zejsciu juz byla zachwycona wszystkim i reklamowala kazdemu napotkanemu turysice kosicielec - co zastkutkowalo niemalymi korkami na tym szczycie (choc do giewontu nie ma co porownywac;)) potem ruzszylismy na przelecz swinicka i kasprowy. oki moze ruszylismy to kiepskie okreslenie - mielismy duzo czasu, wiec cieszac sie pogoda robilismy duzo pikniczkow widokowych i przerw fotograficznych. Co mozna zaobserwowac po nowym pieknym avatarku emilki - pytanie konkursowe !! z ktorego szczytu jest zrobiony nowy avatar emilki
i kolejny przesympatyczny grajkowy wieczorek w murowancu, tym razem nie dalismy sie tak latwo ! po wyrzuceniu z jadalni przenieslismy sie na zawnatrz - a warto bylo chociaz by spojrzec w niebo

Ze wzgledu na uszczerbki na zdrowiu (nam nadzieje ze nie trwale ) postanowilismy kolejny dzien wypoczywac, zeszlismy z emilka i mateuszem najpierw do kuznic, potem przespacerowalismy sie dolinka bialego, odwiedzajac przy okazji siostry albertynki.
Po drodze mijamy tlumy, ktore np szukaja busow do murowanca !! a potem skrecamy na czarny szlak i juz jest przyjemniej sa strumyczki w ktorych mozna sie popluskac itp.
w zakopanym szpanujemy wielkimi plecakami i obloconymi butami - zastanawialismy sie nawet czy nie ustawic sie obok misia i kasowac za zdjecia z nami pozeramy oscypki i lody, nastepnie wojtek myka po autko a ja postanawiam zapakowac jeszcze emilke i mateusza do pociagu i pomachac na dowidzenia (niestety reszta ekipy jeszcze na dworzec nie przybyla) - potem poswietowac matki bolskiej zielnej. Jak juz wojtek dotarl swoim autkiem (jak pozniej sie okazalo terenowym autkiem ukrytym w golfie), parkujemy pomiedzy kirami a szlakiem z chocholowskiej i udajemy sie wieczorkeim w kierunku ornaku, gdzie "od gory" przybywaja adam z monika i kihu vel leniwiec.
Na ornak przybywamy dosc pozno, po drodze odprowadzani przez nocki czy inne gacki, tak wiec miejsc juz niby nie ma i nawet nie ma u kogo sie zameldowac. Ale jest kolejna wesola ekipa z gitara, ktora proponuje nam lozko u siebie niesamowicie sympatyczne ludziska

Nastepnego dnia ciezko nam sie zbiera, potstanawiamy polazic po jaskiniach i w koncu ruszyc w kierunku bieszczad - po dniu w zakopcu mam ludziowstret, a w dolinkach znowu tlumy japonkowiczow.
Niestety adam z monika stwierdzaja ze nie jada w bieszczady lecz do domu !! nie rozumiem decyzji i niech zaluja wierny aniolom bieszczadzkim pozostaje kihu i wspolnie wczesniej robiac zapasy pozywienia ruszamy w kierunku cisnej ok 18 - chwilke wczesniej dostajac informacje od karolinki ze juz tam jest

za chwilke opis bieszczadzkiej czesci rajdu tatrzanskiego
Myślę że jasieniowe forum jest takim małym ogniskiem które nie zgaśnie i może powstanie mała zakładka -Skalne na naszej kołowej stronie.

W swoim i myślę że imieniu jasionowych ludzi dziękuję Michałowi za zorganizowanie remontu. Wielką radością jest patrzeć na entuzjazm Michała, Krysi ,Lecha ,Borowika, kursantów, na radość Zarybki cały dzień budującego jasieniowe ujęcie wody.
Pragnę podzielić się fragmentem niedokończonych wspomnień związanych z górami.

Wspomnienia ,marzenia dedykuję:

Założycielom Studenckiego Koła Przewodników Beskidzkich

Edkowi, Bogdanowi, Mateuszowi ,Tomkowi ,Drobnej ,Basi Adasiowi , Iwonce Frankowi , Ryśkowi, Oli ,Teresce, Arturowi,.Oli przekazującym nam tajemnice gór

Filipowi, Ani, Zarybce, Graszcze, Krzysiom, Śmigle ,
Andrzejowi Beacie ,Jackowi oraz tym którzy idą naszymi drogami

Skalne

Tradycyjny kursowy wyjazd z międzylądowaniem w Suchej Beskidzkiej, kilka godzin półsnu, czasem przerywanego przez Służbę Ochrony Kolei . Habówka ,Kasina Wielka ,nie wiedziałem wtedy ,że na Jasień może być inna ,krótsza droga.
Wejście na Śnieżnicę , po nocny w Suchej pozwala rozprostować kości .Zejście na Gruszowiec ,przed nami Ćwilin ,drugie podejście jest próbą czy na pewno chcemy iść na Jasień.
Panorama ze szczytu wynagradza nam wysiłek a kociołek ciepłej pulpy w bacówce koi głód .Nisko na horyzontem słońce ponagla do szybkiego zejścia Kolejne podejście , w prowadzeniu przychodzi na pomoc księżyc ,pomagając nie tylko wtedy w znalezieniu właściwej drogi. Na Skalnym dzwonki oblodzonych gałęzi buków ,dymiąca chata, Ciepłe przyjęcie ,wokół ogniska grupa niezwykłych ludzi. Była to pierwsza niezapomniana Jasieniowa Noc .
Życzliwość naturalna w osobie Drobnej, Basi ,Iwonki pozwoliły stanąć bliżej ognia . W śpiewie można się schować lecz być bardzo blisko, wesoła zabawa bliskość również głupich pomysłów finał ,których nie zawsze był szczęśliwy.
Podniosła atmosfera, której kulminacją było wręczenie blach przewodnickich po kilku godzinach oczekiwania związanym z ostatnim zadaniem - odpisaniem rozkładów jazdy autobusów z okolicznych przystanków Białe ,Półrzeczki , Lubomierz ... Pamiętam skupione, zmęczone twarze w bordowych swetrach powtarzające rotę przysięgi. Na Skalnym jest jedno ognisko płonące , od kilkudziesięciu lat podtrzymywane przez SKPB. Doświadczyłem w tym miejscu wielu wzruszeń ,goryczy Skalne stało się domem w pełni tego słowa znaczeniu ,mieszkaniem rodziną. Nad ranem przy dogasającym ognisku jest więcej miejsca ,i tak wielokrotnie wtedy zbliżałem się do tej cudownej fontanny płomieni zasypiając na ławce, jedną ręką dokładając drewno drugą naciągając na głowę cienki śpiwór .Nie był to sen, była to rzeczywistość nie raz do szpiku kości nie pozwalająca zasnąć. Nie wszyscy wędrują połoninami zielonymi ,których spotkałem wtedy na Skalnym , lecz na niebieskich połoninach również płonie ogień do którego zmierzamy.
Proszę was odwiedzający Jasień gospodarze kiedy ktoś przyjdzie Jasień chroni dobrych i złych przed światem deszczem sobą
Oczarowany tym miejscem mogłem zobaczyć zaangażowanie w postaci zwykłych czynności jak przyniesienie wody z źródła ,prowadzenie konkursu, drzewo było przygotowane .są to sprawy oczywiste lecz nie zawsze i nie wszędzie .Dane i mi było włączyć w ten łańcuch. Na Skalne przychodzi się dobrowolnie i dobrowolne jest również zaangażowanie lub brak w życie i rzeczywistość tak było prze kilka lat.
Dla jednych znalezienie ciepłego miejsca blisko ogniska zaspakaja ich potrzeby i w obawie przed jego utratą trudno się ruszyć. Dużo obserwacji lecz każda z nich radosna smutna miała taką samą wartość była prawdziwa. Skalne jest prawdziwą planetą na Ziemi .Czy tylko zima zbliża nas wokół ogniska Latem śpimy na polanie ławkach Skalne to nie tylko bacówka ,to również polana to również panorama więc jakie granice ma Skalne? W zależności od widoczności i głębokości naszego spojrzenia wyobraźni marzeń Na Skalnym jest zawsze wystarczająco dużo miejsca dla wszystkich i jeszcze nie zdarzyło się aby brakło miejsca czasem może braknąć z braku serca .Takie jest moje spojrzenie na góry, nie jest łatwa realizacja takiego spojrzenia lecz wiem również że rota przysięgi to nie tylko słowa .
Październik wejście przez Wały do Jasia ,który dzieli się chlebem, dostaję chleb na drogę ,która starcza na niejeden głód wkładam jedną pajdę do kieszeni brązowej kurtki, śliwki do drugiej kieszeni. Pijemy herbatę z kwiatu lipy rosnącej za oknem, ludzie dobrzy jak chleb, wypiekany na liściach kapusty. Na polanie pod Krzystonowem nie pali się już światełko przed zmrokiem dochodzę do grzbietu ścieżka uczucie bycia u siebie wejście na polanę i radość spotkania z bacówką bacówka zawsze cieszy z odwiedzin. Wielokrotne pragnienie bycia samemu , rozpalenie ognia ciepło ,cicho, wykładam chleb, śliwki na ławkę przebudzenie zaskoczenie z pajdy chleba , śliwek nie pozostał ani okruszek ,nie był to dzień zaduszny
Oparty o ściany plecami, pod okapem dachu patrzę na ścianę deszczu ,tęcza nie jest zaskoczeniem na Skalnym

Na Skalnym znajduje się wilka bacówka gdy trafisz tutaj nie zastaniesz wygód przez szpary w ścianach wieje wiatr na twardych deskach doczekasz dnia lecz możesz tutaj przybyć o każdej godzinie dnia i nocy zawsze zastaniesz otwarte dni wokół ogniska górskich wędrowców możesz spotkać tutaj góry jeśli nie obrócisz się do nich plecami.
Sierpień przechodzi przez próg domu ,w koronach drzew przypomina ptakom o czekającej ich podróży na południe .Znając drogę przez zielone niebo liści bukowych na granat nieba z błyszczącą galaktyką Mlecznej drogi. Szałas chroni przed zamarznięciem serca , nie chroni jednak przed słońcem promyki jego wpadają prze szpary w szczycie. Nie jeden raz wiosenny deszcz obudził mnie w środku nocy, szukając suchego miejsca schodzimy na sama ziemię. Rozpłakać się w niebo głosy. Poranna modlitwa wśród oszronionych suchych traw ,patrzę na łańcuch Tatr. Zmarznięte dłonie ogrzewa czerwony kubek gorącej herbaty. Nikt się jeszcze nie przebudził .Równie snem wydaje się dzień, w którym spotykasz pierwszy śnieg. Nie udało się przejść na palcach po białym oceanie, po pas w bieli ,po uszy w błękicie idziemy z Krzyśkiem na wigilię w ustach rozgryzając zamarznięty chleb. Chleba brakowało na Skalnym nie jeden raz .
Wrześniowa noc ,szałas pełen idziemy dalej przez polanę za kołnierz wpadają krople deszczu wielkie jak czereśnie. Skrzypiące drzwi, stukot butów na podeście zapowiadają nowych gości Na palcach jednej ręki można policzyć tych co nie przypalili butów, woda w kociołku kipi z igieł świerkowych herbata, na sześciu strunach dłonie .Leszczyny laska, czysty wzrok baca i kilka owieczek niespokojnych przy stole na jedno kolano klęcząc
W Jasieniowy świat wprowadził nas Mateusz prowadzący drugą część przejścia przewodnickiego z pewnością przejście w dużym stopniu zaważyło na dalszych naszych kołowych losach ,na naszym życiu , wędrując z Mateuszem nauczyliśmy się szanować świątynię ogniska , Gorce były z nim proste z stu polankami, bryja i rytm wędrówki , przy dużej dyscyplinie ogarniał nas swoją opieką dyskretnie zarażając Gorcami , Skalnym. , spaliśmy wielokrotnie pod sierpniowym niebem spadających gwiazd ,może dlatego tyle naszych marzeń zostało spełnionych ,było również wesoły kociołek pysznych lodów w Szczawnicy na zakończenie wędrówki , to wspólne wędrownie wiele dni później było naszym skarbem kiedy mogliśmy nawzajem liczyć na siebie .
Najważniejszym wydarzeniem życia Koła to blachownie, przeżywam na Skalnym wielokrotnie wsłuchany w rotę przysięgi ,stojąc blisko ognia będącego świadkiem naszych słów ,bardzo się bałem nie zgubić trójkątnej blachy z numerem 148 ,
Kiedy w górach , w kole moje nogi były coraz rzadziej postanowiłem zostawić blachę na Skalnym zakopaną pod ogniskiem ,zalaną woskiem , wiele razy później kusiło mnie odkopanie ,nie ma jednak powrotu, istnieje droga tylko przed siebie. Czy nie zgubiłem wartości zamkniętych w
trójkątnej brązowej ,bacówce, ogniu?

Kubek ratuje życie Aby zbudować dom trzeba znaleźć miejsce nad strumieniem na wzgórzu w sobie dojrzewające zdanie obumiera ze słów.Za chwilę północ.
Nie budząc nikogo pająków również wychodzę w środku nocy w góry. Głowę przykładam do kory drzew aby rozpoznać kolor szlaku : niebieski ,zielony i tak idę do świtu . Słońce jasnym obrusem światła przykryło okrągły stół.
ulepiony z prochu
bałwanek ulepiony ze śniegu
jeden słoneczny dzień roztopił obie postacie

Stasiu z Skalnego

>